Rozmowa z Markiem Pilśniakiem, właścicielem firmy Ekomex, działaczem społecznym
„Gazeta Kłobucka”: Jest pan poruszony tym, co ostatnio dzieje się w Pankach.
Marek Pilśniak: To prawda, jestem. Szczególnie postawą radnych i grupy mieszkańców, którzy podburzają i prowokują tę całą chorą atmosferę, która panuje w gminie.
GK: A uważa pan, że po całej tej sytuacji powinni udawać, że nic się nie stało?
M.P.: Oczywiście, że nie. Ale uważam, że do momentu wyjaśnienia sprawy przez organy ścigania powinniśmy zachować powściągliwość i dać pracować zarówno wójtowi, jak i radnym. Niestety w moim przekonaniu komuś bardzo zależy na destabilizacji i dezorganizacji pracy urzędu, a sama rada gminy raczej udaje, że pracuje niż faktycznie to czyni.
GK: Jak rozumiem, za sprawą grupy osób, która podburza resztę społeczeństwa do referendum w sprawie odwołania wójta.
M.P.: Tak, grupy krzykaczy, którzy nic dla tej gminy do tej pory nie zrobili, ani nie udowodnili swoimi karierami zawodowymi, że potrafią coś w życiu osiągnąć. Jedynym ich celem teraz jest odwołać wójta. Nieważne, że gmina rozwija się gospodarczo, że udało się pozyskać sporo środków z Unii Europejskiej, a jej zadłużenie zmalało w porównaniu z tym, co zastał po poprzedniku. I ta grupa krzykaczy, która często nie wie nawet, o czym mówi, przy wsparciu lokalnych brukowców: „Nowin Kłobuckich” i „Kłobuckiej.pl”, postanowiła wykorzystać całą tę sytuację i nawoływać ludzi – często zastraszając – do referendum i odwołania wójta. Przykro mi jest, jako mieszkańcowi Panek, patrzeć na to do czego zdolni są niektórzy osobnicy byle tylko zdobyć władzę. Jestem przyzwyczajony do standardów i wartości, które na każdym funkcjonowania w społeczeństwie nakazują działać fair.
GK: Zadaniem mediów jest informowanie opinii społecznej.
M.P.: Informowanie, dobrze pani podkreśliła. Gorzej, kiedy media stają w roli inicjatorów referendum, nawołują ludzi wprost do buntu i wydają wyroki, pisząc, że wójt kłamie, zanim zrobi to policja czy prokuratura.
GK: Ale czym grupa ludzi niezwiązanych z władzą może zastraszać? Przecież nie mają żadnych narzędzi.
M.P.: Agresją, krzykiem, presją wywieraną na radnych, którzy ulegają, bo są słabi. Uważam, że ta rada kompletnie się nie nadaje do sprawowania władzy, a przecież to ona ma moc uchwałodawczą, wójt tylko wykonuje przegłosowane przez nich uchwały. Tymczasem nie są oni przygotowani do obrad i wielokrotnie nie wiedzą nawet, za czym głosują. Obłęd.
GK: Jest aż tak źle?
M.P.: Proszę mi powiedzieć, jak ocenić sytuację, w której radni 2 lata temu podjęli uchwałę o realizacji jakiejś inwestycji, a dzisiaj krzyczą, że inwestycja jest zła i źle zrobiona. No przecież nie kto inny, jak oni ją przegłosowali, i co, nagle teraz, kiedy pojawiła się afera obyczajowa, okazuje się, że wszystko, co do tej pory zrobił wójt, jest złe i krzywdzące.
GK: Dlaczego w takim razie nie rozważy pan decyzji o kandydowaniu?
M.P.: Chciałbym coś zrobić dla tej gminy, ale tylko wtedy, gdybym wiedział, że razem ze mną pójdzie w jednej drużynie jeszcze kilka mądrych przedsiębiorców, którzy chcieliby podziałać społecznie. Uważam, że funkcja radnego w ogóle powinna być społeczna, nie opłacana, i powinni ją sprawować przede wszystkim ludzie z jakąś wiedzą, wykształceniem i doświadczeniem. Ludzie nie chcą się jednak narażać, bo wiąże się to z publikacją oświadczeń majątkowych i szybko mogłoby się okazać, że przez uczciwie zarabiane latami pieniądze taki człowiek stanie się obmawiany i wytykami palcami, bo „przecież tyle ma”, albo padnie ofiarą kradzieży. Niestety, często właśnie dlatego do rady trafiają przypadkowi ludzie. Wiem jedno. Chciałbym żyć w spokojniej gminie, bez lęku, że ktoś niewłaściwy, zupełnie przypadkiem, na barkach tej afery dostanie się teraz do władzy i zniszczy wszystko to, co udało się osiągnąć.
GK: Wracając do wójta. Skoro broni on tezy, że filmy zostały sfałszowane, a on sam nie miał z nimi nic wspólnego, to dlaczego nie pojawił się na dożynkach, a potem w pracy?
M.P.: Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, nie chciałbym być niczyim rzecznikiem. Być może jego doradcy, np. przewodnicząca rady, przekonali go, że sprawę wyciszą, że tak będzie lepiej i on w to uwierzył. Proszę mieć na względzie fakt, że ten człowiek w ostatnim czasie poddany był olbrzymiej presji. Ale to są tylko moje spekulacje. Osobiście uważam, że jeśli nie był winny, zarówno na dożynkach, jak i w urzędzie powinien się pojawić.
GK: Co, jeśli policja uzna, że filmy są oryginalne i nie zostały sfabrykowane? Okaże się, że wójt jednak kłamał.
M.P.: Nie mam w zwyczaju przesądzać o czymkolwiek z góry. Poczekajmy na finał prowadzonego śledztwa.Warto pamiętać o tym, że zanim w kogokolwiek rzucimy kamieniem, samemu dobrze jest zrobić rachunek sumienia.
GK: Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Magdalena Kurzak


Facebook
YouTube
RSS