I’m back. Okazuje się, że większych różnic między mną a panem Krzysztofem Nowakiem nie ma. I on, i ja chcemy powrotu. Tyle że ja wracam, kiedy chcę, a on wróci, jeśli zechce lud. Taka niby mała, ale jednak różnica. Pan Krzysiek, jak donoszą media, to równy i – co najważniejsze – zawsze uśmiechnięty chłop, co to przystanie, pogada i poklepie tu i tam. Przeczytałem gdzieś nawet, że „z panem Krzysztofem można było zawsze porozmawiać, a nawet pograć w piłkę”. Nie wiem, co się zmieniło, że teraz, kiedy pan Krzysztof burmistrzem już nie jest, to nie da się z nim porozmawiać czy pograć w gałę. Może wiek już nie ten albo tematów do rozmowy mniej. Według niektórych „cenzorów politycznych” podobno coraz więcej osób chce, aby pan Nowak do ratusza wrócił, bo po dwóch latach już się za nim stęsknili. Aż się łza w oku zakręciła… Sam pan Krzysztof nie ukrywa, że żyje mu się teraz z wypłaty gorzej, naturalnie więc, że jego życie by się zmieniło, jeśliby tylko zrobił comeback! Miałby to być taki „powrót z przeszłości, część trzecia – ostatnia”. Niby dla przeciętnego zjadacza chleba nic dziwnego w tym nie ma. Chce chłop spróbować powrotu, to niech próbuje. Koń jaki jest, każdy widział. Jeśli lud tak zdecyduje, to trzeba się będzie pogodzić, bo mamy demokrację. Faktem jest jednak, że wywiad z panem Krzyśkiem ukazał się w drugą rocznicę Katastrofy Zakrzewskiej, czyli zdobycia przez „nową jakość” starego urzędu. Mnie osobiście najbardziej zaciekawiło ostatnie zdanie byłego burmistrza. Zapytany o to, kto może zagrozić obecnemu burmistrzowi, jeśli nie były burmistrz, odpowiada tajemniczo: kobieta. Biorąc pod uwagę to, że Zakrzewski obraca się wokół samych pięknych kobiet, to wolę, aby gminie zaszkodziła jedna z nich, niż comeback.




Facebook
YouTube
RSS