Radni powiatowi znów przez miesiąc praktycznie nie zauważyli problemów, o których mogliby dyskutować na sesji. A w tym tygodniu tej „pracy” samorządu powiatowego podczas obrad przyglądała się młodzież
Ostatnia sesja rady powiatu odbyła się w sali gimnastycznej kłobuckiej szkoły, a obradom przyglądała się przyprowadzona tam grupa młodzieży z Zespołu Szkół nr 3 w Kłobucku. Co pokolenie, które wkrótce wejdzie w dorosłość, mogło zobaczyć podczas obrad powiatowego samorządu? Ano niewiele.
Sesja ma zawsze ustalony, dość schematyczny przebieg. Po informacji starosty z działalności jego i zarządu pomiędzy sesjami radni powiatowi mają możliwość zadania pytań do tego sprawozdania. Czy radni powiatowi na sesji mieli jakieś pytania do wystąpienia starosty? Nie! Żadnego! Następnie był punkt obrad przeznaczony na zapytania i interpelacje radnych.
Jakie problemy przez miesiąc zauważyli? Co chcieli zgłosić, zaproponować? A może o coś zapytać władzę wykonawczą powiatu? Nie – nie było ani jednego pytania. Przez miesiąc drodzy radni nie znaleźli problemu, który chcieliby poruszyć na sesji. Drodzy – w sensie finansowym, bo dieta radnego powiatowego w ciągu roku to blisko 15 tys. zł. Pobierane za obecność, czyli w zasadzie „czy się stoi, czy się leży”. Jak widać – można brać kilkanaście tysięcy w rok i nie umieć raz na miesiąc podyskutować na sesji o sprawach ważnych dla mieszkańców. Już kiedyś krytykowaliśmy naszych powiatowych „pracusiów” za przemilczane sesje, gdy wokół piętrzą się problemy. Sam przewodniczący Zbigniew Pilśniak (PSL) swego czasu sarkastycznie zapytał radnych, czy naprawdę jest tak dobrze, że nie ma pytań. Nasz artykuł skrytykował za to kiedyś radny Roman Minkina (SLD), który zauważył, że przecież radny nie tylko uczestniczy w sesjach. Ma też inne obowiązki, pracuje i zgłasza problemy podczas posiedzeń komisji rady. Tylko dlaczego w czasie sesji okazuje się potem, że żadna z komisji rady nie wypracowała żadnych wniosków, które miałaby do zgłoszenia podczas sesji?
Bądźmy sprawiedliwi. Tym razem był jeden wniosek komisji. Zdarzają się też sesje, na których radni miewają pytania. Tym razem jednak nie po raz pierwszy nie mieli ani jednego – i doprawdy dziwnie wyglądały te obrady. Wszyscy wszystko wiedzą, nawet jeśli nie są członkami danej komisji, więc i pytać najwidoczniej nie muszą.
Wiadomo, że wyznacznikiem skuteczności radnego niekoniecznie musi być jego „hałaśliwość” podczas obrad sesji. Ale brak jakiejkolwiek dyskusji świadczy o tym, że radni koalicyjni czyli PSL najzwyczajniej w świecie są między sobą dogadani, więc nawet jeśli czegoś nie wiedzą i w komisji nie uczestniczą, to wiedzieć nie muszą. „Rządzą nasi – rządzą dobrze”.
Szkoda tylko, że starosta i zarząd na swoim podwórku tak rzadko wykazują się aktywnością, podczas gdy na sesji rady kłobuckiej gminy bywają niemal zawsze i zawsze z dużym rozmachem opowiadają o osiągnięciach, problemach i wytężonej pracy w powiecie.


Facebook
YouTube
RSS