Przedstawiciele lokalnych urzędów kontrolują, co dzieje się ze ściekami z prywatnych szamb. Możliwość pozbycia się ścieków w sposób nielegalny praktycznie już nie istnieje. Bo kary mogą być nieprzyjemne
Pisaliśmy o tym już dawno. Domykany jest system kontroli szamb i tego, co dzieje się ze ściekami, które tam są gromadzone. Kto zaspał, prawdopodobnie będzie mieć kłopoty. I koszty.
Co niektórzy robili ze ściekami z prywatnych szamb w terenie wiejskim, to poniekąd pokazują badania jakości wody. Ale tu zależność jest dość odległa. Kontroluje się więc co innego. Każdy, na mocy ustawy, jeśli tylko ma szambo, to musi mieć też umowę na odbiór nieczystości. Gminy wskazują firmy asenizacyjne, które mają stosowne pozwolenia na ich terenie. To jeszcze nie wszystko. Trzeba też mieć faktury z ostatnich dwóch lat, które dokumentują, że się te ścieki z szamba faktycznie odstawiało na oczyszczalnię za pośrednictwem firm asenizacyjnych. Kto tego nie dopilnował, ten w zasadzie już jest bliski sytuacji, w której będzie mieć spore kłopoty i koszty.
Przedstawiciele urzędów gmin prowadzą kontrole nieruchomości, które mają szamba lub oczyszczalnie przydomowe. Każdy musi okazać się wspomnianą umową na wywóz ścieków. Musi też pokazać faktury za odbiór ścieków z jego szamba czy osadu z oczyszczalni przydomowej. Nie było przypadkiem, że przestrzegaliśmy przed tym, że system kontroli jest domykany, już ponad dwa lata temu. Kto wziął to na serio, a wcześniej nie pilnował tej sprawy i pozbywał się ścieków w jakiś nielegalny sposób lub po prostu nie interesował się, co się z nimi dalej dzieje, miał czas na to, aby sprawy uporządkować. I dziś ma umowę i faktury. Kto uznał, że to tylko strachy na lachy, teraz ma problem. I pewnie dostanie po kieszeni. Całkiem solidnie. Nie da się nic wykombinować na szybko. Co się dzieje ze ściekami, kontrolowane jest za pomocą aplikacji. Firma asenizacyjna nie da więc faktur ze starymi datami, bo się to wyda i ona będzie mieć problemy. Gminy natomiast mają obowiązek kontrolowania, co się dzieje ze ściekami z szamb. Za brak umowy z firmą asenizacyjną można zabulić nawet do 5 tysięcy złotych. Gminy raczej nie będą gotowe przymykać oczu na nieprawidłowości, bo same są zagrożone karą wielokrotnie wyższą za niepilnowanie gospodarki ściekowej w sposób wymagany prawem. Krótko mówiąc: gmina raczej wlepi karę krnąbrnemu mieszkańcowi, który nie wiadomo co robi ze ściekami z szamba, niż sama zabuli znacznie więcej za to, że do takich sytuacji dopuszcza. System kontroli został domknięty. Gminy prowadzą kontrole, a ich pracownicy pojawiają się na kolejnych posesjach. Nie ma sensu chować się za szafą i udawać, że nikogo nie ma w domu, gdy taka kontrola przyjdzie, bo tak czy inaczej trzeba będzie się w tej sprawie do gminy pofatygować. Czasy wylewania ścieków do rowów się skończyły. Wielu, którzy dawne zwyczaje pamięta, odetchnie z ulgą. W końcu takie nielegalnie wylewane szamba strasznie przeszkadzają całemu otoczeniu. Doskonale wiadomo z jakiego powodu. Teraz już tego nie będzie. (jar)




Facebook
YouTube
RSS