Niedawno szeroko prezentowaliśmy długą dyskusję na temat propozycji dopłaty do nierentownych końcówek kursów PKS-u, która odbyła się w gminie Popów. Możliwe, że debatowano na darmo
Subiektywne wrażenie wyniesione z tamtej, listopadowej sesji było takie, że przedstawiciele PKS-u chyba wielu radnych przekonali, że aby nie doszło do krachu lokalnych możliwości komunikacyjnych, trzeba będzie nieco z gminnej kasy dla przedsiębiorstwa wysupłać. Bo z dwojga złego lepiej do końcówek kursów dopłacić niż zetknąć się z pretensjami mieszkańców mniejszych i położonych na uboczu wiosek, że oto nagle zniknęły z rozkładu kursy autobusów – być może nawet wszystkie. Czy jednak rozwiązanie problemu poprzez dopłaty będzie w ogóle możliwe? Tu pojawiły się spore wątpliwości.
Pomoc bez podstaw prawnych?
– Rozmawiałem z panem Cerem z Regionalnej Izby Obrachunkowej i wniosek z tej rozmowy jest taki, że w zasadzie nie ma podstaw prawnych do tego, aby gmina udzieliła przewoźnikowi dofinansowania do kursów. Musiałoby to dotyczyć zabezpieczania zadań własnych gminy, czyli na przykład dowozu dzieci do gimnazjum, gdyby taki był przez przedsiębiorstwo wykonywany. Na takie usługi można by podpisać umowę, natomiast co do innych przypadków – innych kursów – w zasadzie mój rozmówca nie widział takich możliwości – informował radnych wójt gminy Popów podczas sesji 29 grudnia.
Bolesław Świtała w sprawie spodziewanych trudności z dofinansowaniem zdążył już ponownie rozmawiać, tuż przed świętami, z prezesem PKS-u. Także i o tym, z którymi gminami zostały już podpisane takie umowy, jakich zasadność została zakwestionowana w opinii uzyskanej od przedstawiciela RIO. Ma takich gmin być kilka, np. gmina Mykanów w powiecie częstochowskim. Przy czym ważna jest tu informacja, że ze względu na czas zawarcia takich umów nie zdążyła jeszcze ich skontrolować Regionalna Izba Obrachunkowa. Dopiero po takiej kontroli mogłoby się okazać, czy takie dopłaty są zgodne z prawem.
Czytaj więcej w najnowszym numerze GK lub na e-wydaniu.



Facebook
YouTube
RSS