19 i 20 maja podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego uczestniczyłam w dyskusjach „Jaka Unia, jaka Europa” oraz „Hutnictwo w Europie i na świecie”. Moje eurorealistyczne spojrzenie na problemy UE wskazywało na potrzebę reformy struktur unijnych, ich ulepszenia oraz dbania o należytą ochronę kompetencji rządów krajowych.
Europejski Kongres Gospodarczy sprzyjał dyskusjom na temat tego, co robić, aby gnębioną kryzysami UE utrzymać w całości. Patrząc na poruszane problemy z perspektywy państw członkowskich, zachęcałam do eurorealizmu. Właśnie taką wizję integracji reprezentuje w Parlamencie Europejskim grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, w skład której wchodzi m.in. delegacja Prawa i Sprawiedliwości oraz brytyjscy konserwatyści.
Eurorealizm to głos rozsądku przypominający, że Unia Europejska potrzebuje reformy, dzięki której będą szanowane kompetencje przysługujące rządom państw członkowskich. To głos, który stawia pytania o racjonalność unijnych wydatków i każe wątpić w sens trzech siedzib Parlamentu Europejskiego. Podróże pomiędzy nimi, do których dochodzi raz w miesiącu, obciążają unijny budżet nawet o 300 mln euro rocznie.
Po drugie, eurorealizm to także głos rozsądku przypominający o gospodarczych fundamentach Unii Europejskiej. Węgiel i rudy żelaza, dwa strategiczne surowce, wokół których zrodziła się Europejska Wspólnota Gospodarcza, dziś uznawane są za przeszkodę w realizowaniu wizji prowadzenia najambitniejszej polityki klimatycznej na świecie. Skutki tej samotnie realizowanej ambicji są doskonale znane – zwiększone koszty produkcji oraz przenoszenie przemysłu do państw nieobjętych równie wysokimi kosztami ochrony środowiska. Podążająca w ślad za tzw. ucieczką emisji ucieczka miejsc pracy w samym tylko sektorze stalowym doprowadziła do spadku zatrudnienia o 20% od 2007 r.
Wreszcie, eurorealizm to również pamięć o pozostałych sektorach gospodarki – zwłaszcza tych energochłonnych, które na skutek obciążeń klimatycznych płacą za energię elektryczną dwukrotnie więcej niż ich konkurenci z Rosji i Chin. Nieustannie podnoszone cele klimatyczne na lata 2020-2030, które przyjęto w październiku 2014 r., nie pozostawiają złudzeń, że sytuacja ta ulegnie tylko pogorszeniu.
Unijne elity od wielu lat pozbawione są kontaktu z realnymi problemami państw członkowskich UE. Im szybciej pojmą, że przyświecające im idee mają realne finansowe konsekwencje, tym lepiej dla nas wszystkich i naszych portfeli. Jestem przekonana, że dzięki głosowi eurorealistów UE szybciej uda się przywrócić właściwą jej rolę – forum współpracy suwerennych państw, a nie laboratorium doświadczalnego dla coraz bardziej abstrakcyjnych pomysłów.




Facebook
YouTube
RSS