Opatów

Co zrobić z barszczem Sosnowskiego?

Pani Krawczyk, mieszkanka gminy Opatów, usłyszała, że w gminie „postarają się coś zrobić”. Ale w zasadzie nie ma możliwości, by ktoś z gminy wszedł na cudzą działkę i usuwał tam barszcz Sosnowskiego.
JAROSŁAW JĘDRYSIAK
Co zrobić z barszczem Sosnowskiego?

PROBLEM. Gminy podejmują się zwalczania groźnego dla zdrowia, gigantycznego chwastu – słynnego już barszczu Sosnowskiego. Problem pojawia się wtedy, gdy roślina rośnie na terenie prywatnym

Pani Krawczyk, mieszkanka gminy Opatów, już od kilku lat walczy z barszczem Sosnowskiego. Ale jest to w jej przypadku syzyfowa praca. Dlaczego?
– Sąsiad przez miedzę też ma ten barszcz i w ogóle nic z nim nie robi. Więc ja mogę sobie urobić ręce i nogi, a ten barszcz i tak stamtąd znowu do mnie wraca. To rośnie 50 metrów od naszych zabudowań. U nas są małe dzieci. Ja już byłam poparzona przez barszcz i wiem, co to znaczy. Nie daj Boże, żeby doszło do jakiejś tragedii – mówiła mieszkanka podczas ostatniej sesji.
Kobietę poczucie bezradności skierowało po pomoc do gminy.
– Będę walczyć, bo musi być jakieś wyjście. Do tej pory wszyscy mi tylko tłumaczą, że nie ma jakiejś ustawy, nie ma prawa. A jakieś wyjście przecież musi być. Bo jeśli jeden będzie barszcz zwalczał, a drugi po sąsiedzku się tylko uśmiecha, to ja nie wiem – dodaje mieszkanka gminy.
Problem nieusuwanego barszczu ma tu dotyczyć około hektara działki – więc nie jest to jakaś jedna przypadkowa kępa groźnego chwastu. Na forum rady mieszkanka usłyszała, że w gminie „postarają się coś zrobić”. Ale w zasadzie nie ma możliwości, by ktoś z gminy wszedł na cudzą działkę i usuwał tam barszcz Sosnowskiego. Radny powiatowy Jeziorski stwierdził, że problem, poza Opatowem, dotyczy w większym stopniu także gmin Panki i Miedźno. Generalnie cały kłopot miał powstać, jak się uważa, jeszcze za czasów PRL, gdy jeden z rolników z gminy Opatów sprowadził barszcz Sosnowskiego do uprawy, bo wówczas tę roślinę uważano za pastewną. W gminie Opatów w zwalczaniu barszczu doświadczenie ma OSP w Zwierzyńcu. Ale działania te obejmują tylko tereny publiczne. Z prywatnymi – jak tutaj – tak się nie da.
Być może jedno z możliwych wyjść z tej sytuacji podsunął radny ze Zwierzyńca.
– Jeśli ktoś wejdzie na taki teren prywatny i się poparzy barszczem, to właściciel działki za to odpowiada. Poinformowanie właścicieli takich działek o odpowiedzialności cywilno-prawnej mogłoby nakłonić ich do usuwania barszczu – uważa Andrzej Zalski.
Jeziorski przypomniał z kolei, że dawniej obowiązywały przepisy dotyczące usuwania chwastów złośliwych. Na mocy tych przepisów można było przymusić właścicieli prywatnych działek do ich usuwania. Ale teraz możliwości takiej już nie ma.
– Właściciela gruntu trzeba by uświadomić, że jego odpowiedzialności w tym przypadku nie obejmuje ubezpieczenie – dodał do propozycji Zalskiego Jeziorski. – Ktoś by musiał tego właściciela zaskarżyć z powodu poparzeń. Ale nikt się nie dobrowolnie poparzyć nie da – dodał.
Tak więc radni poradzili, ale dla mieszkanki na razie niewiele z tego wynika. Czy przyszła na sesję na darmo? (jar)

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opatów

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 514 786 400

Więcej w Opatów

Sukces tenisistów z Opatowa

Jarosław Jędrysiak14 kwietnia 2024

Okazja do usunięcia azbestu

Jarosław Jędrysiak4 grudnia 2023

Nie płacą za odpady. Urząd przestrzega spóźnialskich

Jarosław Jędrysiak28 listopada 2023

Boisko już otwarte, pracownia też

Jarosław Jędrysiak24 października 2023

Tłumy na inscenizacji historycznej w Opatowie

Jarosław Jędrysiak18 września 2023

Rekonstrukcja historyczna za tydzień w sobotę

Jarosław Jędrysiak3 września 2023