JAROSŁAW JĘDRYSIAK
SZKOLNICTWO. Wójt gminy Lipie nie ukrywa, że szkoły z mało liczebnymi klasami poważnie ciążą lokalnemu budżetowi. Podczas sesji podała nawet konkretne wyliczenia
W związku z wdrażaniem reformy w gminie będą cztery placówki szkolne w czterech miejscowościach: trzy zespoły szkolno-przedszkolne i jedna szkoła podstawowa – w Rębielicach Szlacheckich. W zeszłym roku istnienie tej ostatniej placówki stało jeszcze pod znakiem zapytania – w związku z małą liczbą uczniów. Opór takiemu rozwiązaniu stawili jednak rodzice, a zmiany w prawie spowodowały, że do likwidacji szkoły nie starczyła już uchwała rady gminy. Przy okazji reformy oświaty były z kolei propozycje, by w takich małych placówkach gmina nie musiała tworzyć klas z bardzo małą liczbą uczniów. Argumentem samorządu były tu koszty znacznie przekraczające subwencję na oświatę. Ale i tu rodzice oczekiwali, że klasy takie będą utworzone, bo na całe zagadnienie patrzyli przede wszystkim pod kątem bliskości szkoły względem miejsca zamieszkania dzieci. Teraz, gdy oczekiwania rodziców musiały zostać spełnione, o tym, że jest tu i druga strona medalu, mówiła podczas ostatniej sesji wójt. Jak podała, utworzona trzyosobowa klasa w szkole w Rębielicach będzie kosztować gminę po 60 tys. zł na ucznia, gdy w dużych gminnych placówkach są to koszty po kilka tysięcy.
– Zapytanie państwo, dlaczego 3-osobowa klasa została utworzona. Zgodnie z obecnym prawem oświatowym nawet gdyby był jeden uczeń, klasa musiałaby zostać utworzona, jeśli sobie tego życzą rodzice – mówiła Bożena Wieloch podczas piątkowej sesji. – Nie czuję się przegrana w tej walce o racjonalne wydawanie środków publicznych, ponieważ o sprawie tej powiadamiane były instytucje aż po ministerstwo – dodała.
Konsekwencją, którą wójt wskazała, ma być rezygnacja z realizacji na terenie gminy innowacji pedagogicznych – gdzie do tej pory takie dodatkowe, rozwijające zdolności i możliwości uczniów zajęcia były prowadzone w wymiarze cyklicznym około 20 dodatkowych godzin. Teraz gmina z tej nadobowiązkowej oferty dla uczniów wycofuje się dla oszczędności.
– Tych zajęć w tym roku nie będzie, bo musimy utworzyć 3-osobową klasę za 60 tys. za ucznia. Nie oceniam tego, stwierdzam fakty – dodała wójt.
W perspektywie 8 lat trwania nauki uczniów tej 3-osobowej klasy koszty mają się zsumować do prawie 1,5 miliona zł. Czyli wyedukowanie jednego ucznia w takiej formie organizacyjnej kosztować będzie gminę prawie pół miliona.
Naszym zdaniem interes gminy, która wolałaby uniknąć nieproporcjonalnie dużych wydatków na jedną ze szkolnych klas, a z drugiej strony interes rodziców, którzy dobro dzieci widzą w tym, aby miały do szkoły jak najbliżej bez względu na koszty, są tu nie do pogodzenia. Jeśli gdzieś jest tu winowajca, to warto go szukać w gronie polityków z najwyższej krajowej półki. Bo już niedługo po wyborach do sejmu była mowa, że będzie silne wsparcie dla małych szkół, by te nie były likwidowane – i po to dano do ręki kuratorom prawo weta wobec zamiarów gminy, by takowe szkoły zamykać. Teraz okazuje się, że tak zwana „dobra zmiana” zaspokaja oczekiwania mieszkańców, rozdając pieniądze gminne z perspektywy Warszawy. Bo skoro małe szkoły i małe klasy mają w gminach działać – obiektywnie są to rozwiązania dobre, choć mocno kosztowne – to z centrali powinny szerszym strumieniem popłynąć na to odpowiednio duże środki. Tymczasem i w tej sprawie wymaga się od gmin, a nie dość dużo na to płaci „z centrali”. Czyli, niestety, wychodzi na to, że władze w kraju nam się zmieniły, a zasada obarczania gmin kosztami została. Przykre, bo to rodzi konflikty na tym najniższym szczeblu – u nas, także w naszych gminach. Lipie nie jest tu jedynym przykładem.


Facebook
YouTube
RSS