Felieton

Głosy policzone, obelgi w ruch

Zrozumiałe jest rozżalenie – dosadne głosy to często oceny osób, których kandydaci u nas przegrali. Ale można zawód wyrazić bez deprecjonowania innych. ARCH.
Głosy policzone, obelgi w ruch

Jako wyborca trzeba umieć wygrywać i przegrywać wybory. U nas to rzadka umiejętność. Gratulacje dla wygranych? Ktoś o tym słyszał kiedyś wśród wyborców? Raczej jest odwrotnie. Tak jakby wygrana uzasadniała butę, a przegrana – odreagowywanie jej urojonym poczuciem wyższości i miotaniem obelżywości wobec tych, co zagłosowali inaczej. U nas dzieje się to tak często, bo dajemy się „nakręcać”. Wystarczy spojrzeć na komentarze w internecie

Przygotowaliśmy krótko po wyborach mały komunikat na naszą witrynę internetową. Pod dotyczącym go postem na Facebooku szybko zaroiło się od komentarzy i opinii – tych wyważonych, ale i takich, które – tak po ludzku – trudno czytać. Zaciśnijmy jednak na chwilę zęby i zacytujmy, zachowując pisownię oryginalną.
Bez ogródek
„Ludzie ślepi jesteście?” – pyta, a może bawi się w medyka pan Robert. Pisze pod tekstem o wygranej Dudy, więc wiadomo, kogo ocenia. Ale to jeszcze nic. „Przecież oni poza TVP i targu w sobotę nic nie widzą” – ocenia kłobuckich wyborców o innym niż własne zdaniu pan Sławomir. I daje sobie ulgę w kolejnym komentarzu: „Pieprzone dziadostwo i ciemnota”.
„Winni” są nie tylko nasi mieszkańcy: „Bo Polacy to sprzedajny naród jest…” – ocenia nas w kupie, nie wiedzieć na jakiej podstawie, pani Jola. „Nie żeby coś ale po raz kolejny Polacy sprzedali kraj za 500 zł miesięcznie… Wstyd, dlatego wami gardzę…” – pisze bardziej wprost i uderza poczuciem wyższości pani Patrycja. I dorzuca na koniec jadowicie: „Pozdro madki i mohery”. „Anty-polskim ODPADOM nie przetłumaczysz” – dopowiada jej pan Mariusz. Trudno ostatecznie orzec, czy popierając przedmówczynię, czy dolewając oliwy do ognia z drugiej strony politycznej wojny obywatelskiej.
Piszą to wszystko ludzie z Kłobucka, z Częstochowy, z okolic. Mijani czasem na naszych ulicach. Nie jacyś inni, z daleka, gdzieś z kraju. Ta agresja krąży wśród nas. Cóż, „na fejsie” bluzga się łatwo. Ktoś to czyta. Może nawet po jakimś czasie trochę wstyd. A może inne emocje ten wstyd wyparły?
Oby nas nadto nie „nakręcili”
Zrozumiałe jest rozżalenie – dosadne głosy to często oceny osób, których kandydaci u nas przegrali. Ale można zawód wyrazić bez deprecjonowania innych. Kto ma choć odrobinę pamięci, przypomni sobie, że podobnie bezwzględne opinie formułowali zwolennicy drugiej strony, gdy kilka lat temu wyniki wyborów były odwrotne.
Dajemy się nakręcać w agresji specom od tej roboty. Bez sensu. Te wyrazy agresji, moralnej wyższości, pouczania, kpienia – płyną zwykle ze strony mniejszości, która znalazła się wśród przegranych. Leci albo „mohery”, albo „lemingi”. Albo „hołota za 500+” albo „złodzieje, targowica”. To zależy, po których wyborach. Od głupich i chamów obie strony wyzywają się wzajemnie. I są to obelgi nawet nie wobec polityków, a wobec sąsiadów, znajomych na Facebooku. Tych mających inne zdanie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie damy się „nakręcić” za bardzo i ci, którzy są większością i których kandydaci u nas wygrywają, w żaden przykry sposób nie skierują swojej agresji przeciw mniejszości przegranych. I nie „podziękują” za obelgi w sposób, którego byśmy sobie na pewno nie życzyli nigdy. Że mimo emocji rozkręcanych przez speców od agitacji nikt – ani zwolennik Dudy, ani Trzaskowskiego, ani kogokolwiek – nie znajdzie się nagle w sytuacji, dajmy na to, kibica Legii skandującego obelgi wobec Wisły i niezdającego sobie sprawy, że w tłumie wokół siebie ma dużą większość kibiców „wiślaków”.
A o to walczyliśmy
Przez dekady mieliśmy w Polsce jedną tylko opcję polityczną, którą było wolno popierać – a oporni mogli nie tylko dostać po głowie pałką czy mieć zwichniętą karierę, ale nawet paść ofiarą „nieznanych sprawców”. Dziś często się sugeruje, że tamto zło wróciło – choć jednocześnie bez konsekwencji dla siebie wypisuje się to przekonanie dzień za dniem publicznie w internecie. Żeby pilnować demokracji i wolności, trzeba odróżniać zagrożenia od socjotechniki.
W minionym ustroju wyboru nie było. I walczyliśmy o to, by taki realny wybór był. By móc głosować na różne partie, różnych polityków – zależnie od przekonań. Walczyliśmy o to, by mieć prawo mieć własne zdanie. A doszliśmy do tego, że mamy na co dzień wzajemne łajanie się za poglądy. Nie mamy pojęcia o tolerancji, choć tyle o niej mówimy? Czy tylko z wygodnego fotela, w necie, walimy prosto z mostu to, czego byśmy komuś prosto w twarz jeszcze jednak nie powiedzieli? A może już gotowi jesteśmy to mówić? A może i obyczaje wrogich kibiców są nam coraz bliższe? Nie dajmy się zwariować, bo to będzie gorsze niż jakikolwiek wynik drugiej tury wyborów.

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felieton

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Felieton

Niezaszczepieni w mniejszości

Jarosław Jędrysiak29 grudnia 2021

Skazani na pociągi towarowe

Jarosław Jędrysiak24 czerwca 2020

Felieton – Kilka słów do Brzęczka

Ewa Chojnacka27 września 2019

Pani Danusiu, pani wytrze tę szminkę!

Redakcja31 grudnia 2016

Radni Dominik i Tokarz kłamią

Redakcja3 października 2016

Jak dwaj radni z Popowa bronili wójta

Redakcja26 września 2016