KONTROWERSJE. Nasz czytelnik ze Starokrzepic zgłosił nam bulwersującą sytuację, do której doszło w tej miejscowości. Jednemu z mieszkańców zapaliła się sadza w kominie, przez co cała ulica pokryła się gęstym całunem dymu. A gdy interweniowali sąsiedzi i straż pożarna, mężczyzna zaczął ich wulgarnie obrażać
Co się stało? Opis sytuacji znamy w zasadzie z jednej strony, bo nasz rozmówca zarzekał się, że nie chce podawać, kogo dokładnie sprawa dotyczy.
– Może po prostu samo zainteresowanie się sprawą mediów sprawi, że ten człowiek się trochę bardziej zastanowi. Może nie trzeba go od razu wskazywać palcem – przekonuje nas starokrzepiczanin.
Wyjątkowo ulegamy takiej propozycji dość jednostronnego zajęcia się tematem. Sprawa jest, jak się wydaje, niestety dość typowa. Ale do rzeczy.
– Jeden ze strażaków naszej ochotniczej straży pożarnej, będąc u siebie w domu, zauważył nagle, jak przez otwarte okna do mieszkania snuje się z ulicy dym. Ponieważ ilość dymu była tak duża, że mógł podejrzewać nawet, że pali się coś w okolicy, zwyczajem strażaka postanowił sprawdzić, co się dzieje – opisuje nasz czytelnik.
Strażak ze Starokrzepic szybko zauważył, co jest źródłem dymu.
– Na ulicy było czarno. Widoczność spadła do kilkudziesięciu metrów – słyszymy dalszą relację.
Okazało się, że dym walił z komina domu jednego z sąsiadów. Przy czym problemem nie był tu tylko dym. Doszło do pożaru sadzy zgromadzonej w kominie. Strażak ocenił sytuację bezbłędnie i postanowił zainterweniować. W końcu pożar sadzy to sytuacja niebezpieczna, a do tego… no przecież nie można stać bezczynnie, gdy dym z komina wypełnia całą ulicę. Podjechał do sąsiada. Zauważył go w oknie i powiedział, co się dzieje.
– Strażak powiedział temu człowiekowi, że mu się komin pali, że ogień na cztery metry, a cały dach już świeci od iskier, jakby ktoś lampki na choince zapalił – opowiada nasz czytelnik.
Dalej wydawało się, że sprawy potoczą się normalnie. Sąsiad, którego komin się palił, poszedł zamknąć piec. Strażak tymczasem poradził jego żonie, by zaalarmowała straż pożarną, to wtedy przyjedzie wóz i strażacy ugaszą ten palący się komin. Do takiego wezwania – przez numer 112 – doszło. Strażak przybył na miejsce już z jednostką. Tymczasem sprawy potoczyły się jednak dość nieoczekiwanie.
– Ten sąsiad, u którego się paliło, wybiegł i zaczął wyzywać i wulgarnie obrażać. W chamski sposób kazał się wynosić. Mówił, że to jego sprawa, czy mu się dom spali czy nie. I że jak mu komin pęknie, to sobie zrobi nowy. Niewiele brakowało, a by kogoś tam pobił – bulwersuje się nasz rozmówca.
Cóż napisać więcej? Ktoś stwarza zagrożenie i nie wie, że nie tylko dla siebie, ale też dla innych? Ktoś dymi na całą ulicę i uważa, że wszystko w porządku? Jakże częste są podobne przypadki. Jeśli zdarzenie przebiegło dokładnie tak, jak nam je opisano – to trudno nie załamać tu rąk nad tym, co zdolni są wyprawiać niektórzy ludzie. Na szczęście, wedle naszej wiedzy, tu ostatecznie nie doszło do żadnej katastrofy. Ale z taką postawą – pewnie w końcu dojdzie. A może za tego, kto kopci, ktoś drogą oficjalną powinien się odpowiednio zabrać? (jar)



Facebook
YouTube
RSS