NASZE INTERWENCJE. Nasza czytelniczka odwiedziła ostatnio Starostwo Powiatowe w Kłobucku – i wyszła stamtąd z przekonaniem, że urząd ten tylko teoretycznie stosuje zalecenia sanitarne. Zwraca uwagę przede wszystkim na spory tłum interesantów (mimo telefonicznej rejestracji) i brak higieny przy wydawaniu numerków do kolejki. Czy istotnie starostwo zaniedbuje obostrzenia? Sprawdzamy
Wizyty w powiatowym wydziale zajmującym się sprawami dowodów rejestracyjnych i praw jazdy kojarzą się wielu ze staniem w kolejce. Choć od dawna już można się tu było umawiać na wizyty i długiego oczekiwania unikać. W czasach epidemii stanie w kolejce dodatkowo rodzi obawy. Można złapać koronawirusa od kogoś z kolejkowiczów.
Kolejka i numerek z rąk do rąk
O ile samo stanie w kolejce i fakt korzystania z numerków, które taką kolejkę porządkują, to nic niecodziennego, o tyle w dobie koronawirusa wiążą się z tym dodatkowe zagrożenia. Nasza czytelniczka spod Kłobucka odwiedziła niedawno Wydział Komunikacji i Transportu Starostwa Powiatowego w Kłobucku. I ma w związku z tym istotne uwagi.
– To jest skandal, co się tam odbywa! Pomimo umówienia się telefonicznego trzeba czekać minimum pół godziny w korytarzu z kilkunastoma innymi ludźmi. A to dopiero początek, ponieważ w jednym pomieszczeniu czeka kolejnych kilkanaście osób – opisuje nam czytelniczka. – Ale hitem jest to, że jak się już tam stoi w kolejce, to wychodzi pani i przekazuje plastikowy numerek, który jest przekazywany z rąk do rąk przez cały dzień. Ten sam numerek! – podkreśla.
Oczywiście wiadomo: poprzez taki numerek, trzymany w rękach przez wiele osób, można przekazać zakażenie. A samo przebywanie w pomieszczeniu grupy osób także wiąże się z ryzykiem. Kobieta nie chce się zarazić koronawirusem podczas wizyty w urzędzie, z której zrezygnować nie może. To nie jest przecież żadne nadzwyczajne oczekiwanie. Co na to wszystko szefostwo placówki?
Dwie kontrolowane kolejki
– Od dłuższego czasu wizy – ty w wydziale umawiane są internetowo lub przez telefon. Ten kontakt telefoniczny pozostawiliśmy przede wszystkim z myślą o osobach starszych, które mogą mieć kłopot z korzystaniem z internetu. Umawiamy te wizyty co około 30 minut. Wcześniej, podczas rejestracji, staramy się wstępnie ustalić, ile potrwa załatwienie danej sprawy. Nie zawsze da się to zrobić precyzyjnie. W ustalonym czasie wizyty mieści się większość, ale bywają i takie sprawy, które są załatwiane przez godzinę. I takie, które zajmują kilka minut, bo kończą się prośbą o uzupełnienie dokumentów. To powoduje, że czasem kolejna umówiona osoba musi chwilę zaczekać – opisuje działanie systemu naczelnik Iwona Mercik.
Wiadomo, opisane sytuacje nietrudno sobie wyobrazić, no ale skąd zatem te po kilkanaście osób czekających w urzędzie, o których wspomina nasza czytelniczka? Czy coś tu nie działa? – Mamy w sumie siedem stanowisk, które mogą jednocześnie obsługiwać umówione osoby. Sądzę, że jeżeli na kilku z nich dojdzie do sytuacji, że obsługa spraw się nieco przeciąga, to wraz z oczekującymi chwilę kolejnymi umówionymi osobami w sali może być w jakimś momencie więcej osób niż te siedem. Sądzę, że może tu chodzić o taką sytuację – mówi nam naczelniczka wydziału.
Cóż, możliwe, że nasza czytelniczka pechowo trafiła na taką „kumulację” pod okienkami. No a skąd zatem ta druga kolejka? Ta na korytarzu? Skoro umawia się osoby na daną godzinę? – Rzeczywiście pani z portierni czuwa nad tym, aby w sali nie przebywało jednocześnie za dużo osób. Jest to regulowane przy pomocy wydawanych numerków. Zdarza się jednak, że umówione osoby przychodzą do urzędu wcześniej. I tu jest pewien problem, bo teoretycznie te osoby powinny czekać na dworze, przed drzwiami urzędu. Ale one zwykle same chcą czekać właśnie w środku – tłumaczy tworzenie się tej drugiej, w zasadzie zupełnie niepotrzebnej kolejki naczelniczka wydziału.
Mercik zapewnia, że w urzędzie pilnują odkażania rąk, dystansu, noszenia maseczek, ale nie wszyscy chcą się stosować. Zdarzył się nawet przypadek, że ktoś za nic nie chciał założyć maseczki i zrobił to dopiero wtedy, gdy zagrożono wezwaniem policji. Ludzie są różni, to fakt. Przyjmujemy, że jest wola przestrzegania zasad bezpieczeństwa, a czasem po prostu praktyka nieco od niej odbiega – niezależnie od intencji urzędników. Skoro jednak dba się o szereg spraw, to tym bardziej zastanawiają te przekazywane z ręki do ręki numerki.
Numerek z wirusem?
Sporo się mówi o tym, że koronawirus jest aktywny na powierzchni przedmiotów. Numerek do stania w kolejce, jeśli jest przekazywany z rąk do rąk, może służyć też przenoszeniu wirusa. A wtedy dystans, maski, całe to umawianie na godzinę – mogą się na niewiele zdać. Nasza czytelniczka, wiemy to skądinąd, ma do czynienia z ochroną zdrowia. Dostrzega i rozumie zagrożenie. Czy o tym numerku w urzędzie po prostu nie pomyślano?
– Zapewniam, że te numerki są przez panią pilnującą kolejki często odkażane. Są zalaminowane po to, by było to możliwe. Jednocześnie są niezbędne, by pilnować liczby osób przebywających w urzędzie. Zresztą odkażane są nie tylko te numerki, ale też na przykład klamki – zapewnia nas Iwona Mercik.
Mamy tu wyraźny rozdźwięk, bo nasza czytelniczka nic o odkażaniu numerków nie wspomina. Pisze nam wprost o tym, że trafiają z ręki do ręki. Czyli – być może – z pakietem wirusów. Tak być nie powinno.
Zawsze można coś poprawić
Jak oceniamy sytuację? Nie wątpimy, że zgodnie z poleceniem pani naczelnik te numerki kolejkowe są odkażane. Wierzymy też jednak naszej czytelniczce, która widziała, że tak się nie dzieje. Wniosek z tego jeden: widocznie numerki odkażane są tylko raz na jakiś czas. A być może powinny być po każdej osobie? I może tak, by kolejny interesant nie miał wątpliwości, że bierze do ręki zdezynfekowany przedmiot? Sądzimy, że nie trzeba tu wiele wysiłku, by u kolejnych mieszkańców odwiedzających urząd nie powstawały obawy takie, jak u naszej czytelniczki. I jesteśmy przekonani, że w urzędzie teraz się tym zajmą.
A kolejki? Cóż, może tu faktycznie brakuje zdyscyplinowania niektórym z nas? Podobno nadal zdarza się, że ktoś przychodzi do urzędu bez zapisania się. Nawet dziś, gdy wiadomo, że przez koronawirusa wszędzie trzeba się wcześniej umówić. Podobno tacy spoza kolejki potrafią nie przyjmować do wiadomości, że trzeba się wcześniej zapisać. Czasem, jeśli akurat jest wolne okienko, obsługuje się ich tak dla świętego spokoju. Czy urząd robi dobrze, że idzie im na rękę? Czy źle – bo koronawirus, bo dodatkowa osoba w kolejce? Zostawiamy was z tym pytaniem.


Facebook
YouTube
RSS