JAROSŁAW JĘDRYSIAK
PROBLEM. Nie rozwiązali przyczyny, ale będą naprawiać skutki. Krew i odpady pozwierzęce nadal wpływają do oczyszczalni ścieków w Pankach, gdy tymczasem planuje się uruchomić jej drugi reaktor. Czy niewłaściwe ścieki uszkodzą go – i poniesione wydatki pójdą w straty? I czy w ogóle odpowiedzialni za oczyszczalnię mają jakieś inne wyjście?
Od lipca, jak zapowiadał przewodniczący zarządowi Związku Międzygminnego Panki-Przystajń ds. Ochrony Wód wójt Henryk Mach, oczyszczalnia w Pankach ma odzyskać możliwość oczyszczania wpływających do niej ścieków w takim stopniu, aby to, co potem wypuszczane jest do rzeki, spełniało obowiązujące normy. Podczas wtorkowego posiedzenia zgromadzenia związku nie wszystko zabrzmiało jednak optymistycznie.
Dwa reaktory od lipca
Dotychczasowe działania naprawcze zmierzały ku włączeniu drugiego, dotąd nieużywanego reaktora oczyszczalni. Na czyszczenie i naprawę urządzeń poniesiono już wydatki.
– W tym tygodniu przyjeżdża ekipa, która zna ten reaktor i będzie się zajmować jego przesterowaniem i uruchomieniem – zapowiada Mach. Ma to być kwestią najbliższych dni. I ma pozwolić oczyszczalni „zmieścić się” w normach oczyszczania. Oczywiście zakładając, że wszystko będzie działać bez zarzutu. Jest jednak spore „ale”.
Przyczyna problemu nadal istnieje
Problem wyniknął z tego, że do oczyszczalni trafiały ścieki, które nie Panki, Przystajń Jucha nadal płynie do oczyszczalni powinny. Do tego w znacznej ilości. Chodzi tu o odpady pozwierzęce w postaci przede wszystkim krwi z prowadzonego uboju.
– Nie twierdzę, że wszystko jest w porządku. Przekraczamy normy, i to znacznie. Przyczyny są złożone. Jeśli dostajemy taki rodzaj ścieków, z którymi każda taka oczyszczalnia sobie nie poradzi, to nie mamy szans – mówił na zebraniu Mach.
– A takie ścieki dostajemy. Dalej są ich zrzuty. I dalej przekraczamy normy – dodał. – Jesteśmy w sytuacji patowej – zauważył Andrzej Blukacz. – Jeżeli nadal będzie do nas wpływać to, co wpływa, to za jakiś czas znowu będziemy musieli czyścić reaktor. To będą wyrzucone pieniądze – dodał. Pat polega na tym, że od 1 kwietnia związkowi międzygminnemu naliczane są kary za to, że oczyszczalnia przekracza normy. Trzeba więc podjąć próbę ich dotrzymania – nawet podejmując ryzyko. Ale nie wszyscy są tego zdania. Edward Chamela wyraził wątpliwość, czy powinien poprzeć włączenie drugiego reaktora w sytuacji, gdy do oczyszczalni nadal wpływa „to świństwo” – jak się wyraził.
Okoliczności odejścia kierownika
Podczas zgromadzenia związku krytykowano też formę rozwiązania umowy z byłym już kierownikiem oczyszczalni. Nastąpiło to na zasadzie porozumienia stron.
– Kilka razy osobiście mu mówiłem, że są tu z pewnej masarni puszczane takie ścieki. Tylko się zaśmiał – zwrócił uwagę obecny na zebraniu mieszkaniec Panek, Czesław Mirek. – Za tego pana, gdy był kierownikiem, doprowadzono oczyszczalnię do tego stanu. To powinna być „dyscyplinarka”, a nie jakieś porozumienie stron – uważa Mirek.
– Ma pan prawo swojej oceny – skomentował to na zebraniu Mach.
Źródło nieznane
Szczególny jest sposób, w jaki krew wpływa do oczyszczalni. Nie dzieje się to stale. Zrzuty tych ścieków są krótkotrwałe, ale dość intensywne. Tak jakby ktoś okresowo otwierał jakąś zasuwę lub włączał pompy. Nieznanym jeszcze nielegalnym przyłączem wszystko to trafia do oczyszczalni, która nie ma szans, by takie ścieki przerobić.
Pojawiły się sugestie, w jaki sposób można poszukiwać źródła nielegalnego zrzutu ścieków i pomysłu, gdzie to źródło może być zlokalizowane. Członkowie związku wspomnieli o przebadaniu większego odcinka sieci, począwszy od stacji diagnostycznej. Być może łącza poszukają też od strony ulicy Górniczej. Problem w tym, że ścieki z krwią pojawiają się z zaskoczenia – i zwykle zanim ktokolwiek powołany zareaguje, jest już po wszystkim. A w taki sposób źródło problemu nadal istnieje i wręcz wydaje się niezagrożone.
Służby wiedzą, ale…
– Każdy przypadek takiego nielegalnego spuszczenia ścieków od razu zgłaszamy na policję. Jako związek międzygminny nie mamy innych narzędzi – zapewnia Mach.
Swoje postępowanie prowadzi też prokuratura. Przesłuchiwani w sprawie byli m.in. członkowie zarządu związku. Podczas zebrania padły sugestie, by nie czekać i prosić o nadzór nad sprawą centralne organy prokuratury. Mach uważa jednak, że należy wstrzymać się z tym przynajmniej do finału obecnie toczącego się postępowania – bo ma odczucie, że jest ono prowadzone merytorycznie poprawnie.
Gdy się patrzy na to wszystko z zewnątrz, trudno nie odnieść wrażenia, że panuje tu jakaś niemoc lub – oby nie – świadomy brak woli skutecznego działania. Skoro nielegalne i do tego robiące tyle kłopotu ścieki trafiają do oczyszczalni, to przede wszystkim trzeba sieć monitorować w taki sposób, aby lewe przyłącze skutecznie wykryć. Nie ulega zaś wątpliwości, że sprawca problemów, z którymi teraz borykają się obie gminy, powinien ponieść surową karę. Obawy o wpływy oczyszczalni w Pankach na stan wód w regionie już są. Choć na razie chyba nie trzeba wpadać w panikę. W Krzepicach podano na przykład, że wznowione przez gminę badania wody w Liwarcie nie wykazały obecności ponadnormatywnych zanieczyszczeń.



Facebook
YouTube
RSS