ARCH.
Kwiatki z parapetu na urlop z nami nie pojadą. Jak o nie zadbać, żebyśmy po powrocie nie zastali opadłych liści i uschniętych badyli w doniczkach?
Jeśli mamy rośliny na rabatach, posadzone wprost w gruncie – to poradzą sobie one i bez naszej obecności. Zwłaszcza jeśli przez resztę roku poświęcamy im choć minimum opieki. Co innego, gdy zieleń sadzimy w donicach, gdy umieszczamy ją pod dachami – gdzie nie ma szans na to, by nawodnił ją deszcz. W takich okolicznościach należy przed wyjazdem zadbać, by rośliny nie stały w pełnym słońcu, a w cieniu. Dobrze jest móc umieścić je we w miarę chłodnym pomieszczeniu. Ta kombinacja – cienia i chłodu – sprzyja większej wilgotności powietrza, co z kolei jest korzystne dla roślin i pozwala im dłużej przetrwać bez podlewania.
Są też sposoby na nawodnienie roślin pod naszą nieobecność. Ciekawy jest ten, która polega na zastosowaniu zwykłej plastikowej butelki. Najpierw w nakrętce robi się czymś ostrym kilka niedużych dziurek. Następnie butelkę napełniamy wodą i zakręcamy, po czym wbijamy nakrętką (czyli do góry dnem) do ziemi w doniczce. Woda powinna wtedy spływać dość wolno i stopniowo być dostarczana roślinie. Jest to też sposób – co jasne – bardzo tani.
Inne rozwiązanie to hydrożele, które wchłaniają wodę i następnie regularnie oddają ją roślinie. Trzy tygodnie przed wyjazdem preparat taki wsypuje się do dołka zrobionego w doniczce. Nasyca się on wodą podczas normalnego podlewania. Przed wyjazdem – podlewa się dodatkowo bardziej obficie. Hydrożel zadziała jak gąbka i będzie przez dłuższy czas oddawał wodę roślinie. Inne rozwiązanie to sączki, które można kupić w sklepach ogrodniczych. To stożkowe końcówki połączone z plastikowymi rurkami. Taką stożkową końcówkę wbija się do ziemi w doniczce. Wyżej niż doniczki umieszcza się pojemnik z wodą. Woda stopniowo spływać będzie do sączków i nawadniać roślinę w doniczce.
Przy okazji warto dodać, że odpowiednia doniczka do kwiatów musi mieć drenaż, czyli odprowadzenie wody w dnie. Bez tego ryzykujemy, że nadmiar wody zgromadzi się na dnie i spowoduje zgnicie korzeni rośliny – a potem jej śmierć. Takie dziurki od spodu to też kolejny sposób na to, aby pomóc roślinie przetrwać naszą nieobecność. Doniczki tego rodzaju można postawić np. na dobrze nasączonych ręcznikach – wtedy ta dodatkowa wilgoć też może pomóc posadzonym w doniczkach roślinom.
Jest oczywiście jeszcze jeden sprawdzony sposób. Nazywa się: „dobry i zaufany sąsiad”. Taki, który albo przyjdzie i podleje nasze kwiatki, albo na jakiś czas weźmie je do siebie do domu. Może warto pomyśleć i o takim rozwiązaniu? Być może jego pozytywne efekty na dłuższą metę okażą się znacznie wyrastać nawet poza korzyść w postaci ocalonych przed uschnięciem roślin doniczkowych – a nasza pasja stanie się zaczątkiem dobrosąsiedzkich relacji? (jar)




Facebook
YouTube
RSS