BEZPIECZEŃSTWO. Wśród polskich kierowców istnieje dość rozpowszechnione przekonanie, że gdy fotoradar pstryknie niewyraźną fotkę, to wystarczy się nie przyznać – i uniknie się kary. Tymczasem w taki sposób można sobie narobić kłopotów
Zaczęło się oczywiście od poważnego naruszenia przepisów. Kierowca pędził osobówką 193 km/h. W terenie zabudowanym! Fakt tak znacznego przekroczenia prędkości zarejestrował fotoradar. Sprawą zaraz zajęli się też inspektorzy ITD. Bo to Inspekcja Transportu Drogowego ma pod swą pieczą fotoradary i zajmuje się wykroczeniami, które urządzenia te zarejestrują. Rozpoczęła się więc standardowa procedura. – Do właściciela pojazdu skierowano wezwanie do wskazania osoby będącej w posiadaniu pojazdu podczas zdarzenia. Właściciel pojazdu wskazał jego użytkownika. Kolejnym krokiem było skierowanie do użytkownika wezwania do wypełnienia oświadczenia wskazującego kierowcę. Mimo wielokrotnie nadawanej korespondencji użytkownik pojazdu nie odpowiadał – referuje biuro prasowe ITD. Kiedyś często słyszało się, że gdy fotoradar zrobi niewyraźne zdjęcie, wystarczy się nie przyznać, że się siedziało za kierownicą, a wtedy da się uniknąć kary. Jeżeli takie przypadki się zdarzały, to dziś należą już do przeszłości. I warto o tym wiedzieć. Bo ten konkretny przypadek, który tu opisujemy – choć zdarzył się w województwie łódzkim, w Sierakowicach Prawych – może powtórzyć się dosłownie wszędzie, także w naszym powiecie. – Po próbach ustalenia kierującego z wykorzystaniem dostępnych baz danych skierowano przeciwko „milczącemu” użytkownikowi samochodu wniosek o ukaranie do sądu – w związku z tym, że nie wskazał, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie – podaje ITD. Skutki były przykre dla osoby, która najpewniej próbowała „starym sposobem” uniknąć kary. – Decyzją sądu posiadacz pojazdu został ukarany grzywną w wysokości 5 tys. zł oraz obciążony kosztami sądowymi w wysokości 570 zł. Wyrok jest prawomocny – podsumowuje ITD. Dodajmy, że sąd zastosował grzywnę w najwyższym możliwym w takim przypadku wymiarze. Nie bez znaczenia jest fakt, że w miejscu, w którym sfotografowano auto pędzące w terenie zabudowanym o 143 km/h za dużo, dochodzi często do wypadków. Także tych ze skutkiem śmiertelnym. W pobliżu znajduje się przejście dla pieszych, wyjazd ze stacji benzynowej, zatoka autobusowa oraz skrzyżowania. Fotoradar nie stoi tam z przypadku czy na złość kierowcom. Urządzenie ma jednak sporo roboty. Tylko w pierwszej połowie tego roku zarejestrowano tam 1,5 tys. przekroczeń prędkości. (jar)


Facebook
YouTube
RSS