Zdrowie

Czarnobyl znów groźny?

Wierząc w fałszywe informacje możemy nawet zrujnować sobie zdrowie. Dziś umiejętność odróżniania fejków od informacji prawdziwych jest tak ważna, jak dla naszych jaskiniowych przodów umiejętność rozpoznawania tego, co jadalne i co trujące. Czasy się zmieniły, ale wiedza i myślenie wciąż są niezbędne. ARCH
Czarnobyl znów groźny?

UWAGA. Obawy o to, czy nie grozi nam skażenie promieniotwórcze, wzięły się stąd, że na Ukrainie wokół byłej i nieczynnej już elektrowni w Czarnobylu rozgorzały duże pożary lasów. Jak wiadomo, elektrownia ta w wyniku katastrofy stała się źródłem skażenia, które w kwietniu i maju 1986 dotarło do kilku krajów w naszej części Europy. Czy obecnie jest się czego bać?

Obecnie pozostałości elektrowni znajdują się w specjalnym sarkofagu. Informacja o pożarach w rejonie elektrowni zrodziła jednak obawy o to, czy w ich wyniku nie dojdzie do uwolnienia się radioaktywnych substancji.

Oddzielić fejki od faktów
Obawy podsyciło też to, że w internecie pojawiły się grafiki przedstawiające rzekomą chmurę radioaktywną, która dotarła już do Polski. To jednak oczywisty fejk – informacja zupełnie fałszywa. Świadczy o tym zresztą kilka spraw. Po pierwsze pożary objęły lasy w rejonie dawnej elektrowni, ale jednak nie bezpośrednio przy niej. To więc trochę tak, jakby obawiać się o bezpieczeństwo własnego domu, gdy pożar jest w innym powiecie. I do tego jest już pod kontrolą strażaków. Bo – i to po drugie – po pewnym czasie, który zajęło gromadzenie sił i środków ukraińskich strażaków, pożary opanowano i zaczęto dawać sobie radę z ich gaszeniem. Pożary nie miały więc szansy bezpośrednio spowodować wydostania się radioaktywnej chmury z elektrowni. Ta zresztą, jak wspomnieliśmy, jest zabezpieczona specjalnym sarkofagiem. Sam las palący się w okolicy chmury radioaktywnej nie wytworzy. Zresztą świetnie wiadomo, że już od dawna organizuje się wycieczki do wymarłego miasta koło elektrowni i w okolicę jej samej. Nie jest tam więc aż tak niebezpieczne. I dym z lasów w pobliżu – zresztą często wyrosłych już po katastrofie – nie może zaszkodzić. A już zwłaszcza nam, mieszkających tysiąc kilometrów od Czarnobyla.

Nie odnotowano wzrostu radiacji
Poza dowodami logicznymi jest i ten pomiarowy. Na podstawie danych Państwowej Agencji Atomistyki można stwierdzić, że sytuacja radiacyjna w naszym kraju jest stabilna i bezpieczna. Jest też stale monitorowana, więc gdyby zaistniało zagrożenie, to pojawiłyby się stosowne komunikaty.
A jeśli już ktoś jest aż tak podejrzliwy – to nie tylko nasza, polska instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo w zakresie zagrożeń promieniotwórczych nie odnotowuje żadnego wzrostu radiacji. Podobnie nie odnotowują go w krajach sąsiednich.
Ci, którzy katastrofę w Czarnobylu pamiętają, zapewne sobie przypomną, że wówczas, przy cenzurze i politycznym nakazie przemilczenia zagrożenia, sprawa i tak wyszła na jaw, bo radiację wykryto w Skandynawii. I alarm poniósł się na całą Europę. Dziś – cisza. Bo nic złego się po prostu nie dzieje.

Wyłomy w murze zaufania
Na koniec wróćmy do fejków. Do tych mapek rzekomo pokazujących radioaktywną chmurę nad Polską i do wypowiedzi rzekomo z drugiego obiegu, z tajnych źródeł – że zagrożenie jest, ale każą je przemilczeć. Zauważono, że informacje te kolportują konta społecznościowe, które zwykle aktywizują się tylko w podobnych sytuacjach, gdy można siać zamęt. A potem tak zwani pożyteczni idioci nieświadomie szerzą te kłamstwa dalej.
W naszych czasach nie możemy zapominać, że żyjemy niestety w czasach ciągłej wojny hybrydowej, wojny informacyjnej. Podważanie zaufania do naszych instytucji poprzez takie fejki służy oczywiście nie nam, a tym, którzy te fejki każą kolportować. Taki rozbudzony brak zaufania da się potem wykorzystać taktycznie, gdy zagrożenie będzie realne. Nie będziemy tu wskazywać palcem, w czyim to jest interesie. Warto jednak pamiętać, że fejki to w tej hybrydowej wojnie ważna broń. I nie można dać się zmanipulować.

Można poważnie zaszkodzić samemu sobie
Piszemy o tym jednak głównie dlatego, że pojawiły się już informacje, iż na podstawie fałszywych informacji o rzekomej radiacji ludzie zaczęli poszukiwać preparatów, które mają zapobiegać napromieniowaniu. Bo pamiętają płyn Lugola z 1986 roku. Tymczasem nie są to preparaty obojętne dla organizmu. Lista działań niepożądanych jest dość długa. Ma sens ich stosowanie, gdy grozi realne ryzyko napromieniowania. Ale przyjmować ich w przypadku braku zagrożenia – czyli jak teraz – nie należy. Można sobie co najmniej zaszkodzić.
Oczywiście tym, którzy rozsiewają kłamstwa o zagrożeniu, nie zależy na zdrowiu ludzi, których zdołali okłamać. Może nawet chętnie dopiszą ich do rubryki „strat wroga” w hybrydowej wojnie. Dlatego warto pamiętać, że myślenie i sprawdzanie informacji w czasach, gdy dziś o nie tak łatwo, jest po prostu niezbędne.

Zobacz komentarze (1)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zdrowie

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Zdrowie

Uwaga! Wołowina z salmonellą

Jarosław Jędrysiak5 marca 2022

Salmonella na jajkach

Jarosław Jędrysiak21 lipca 2021

Loteria dla zaszczepionych

Jarosław Jędrysiak31 maja 2021

Skażone jajka, skażone parówki

Jarosław Jędrysiak1 maja 2021

Szczepią policjantów i strażaków

Jarosław Jędrysiak4 kwietnia 2021

Kuchenny sprzęt nie nadaje się do żywności

Jarosław Jędrysiak9 marca 2021