Wywiad

„Mam poczucie ogromnej krzywdy”

„Mam poczucie ogromnej krzywdy”

Rozmowa z Żanetą Sikorą, dyrektorką Centrum Administracyjnego Obsługi Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Kłobucku

„Gazeta Kłobucka”: Ostatnio w jednej ze stacji telewizyjnych ukazał się reportaż o placówce, którą pani kieruje. Wynika z niego, że dzieje się tutaj naprawdę źle.
Żaneta Sikora: Jestem zbulwersowana i poruszona niesprawiedliwością, która została ukazana w tej manipulacji dziennikarskiej, która uderza nie tylko we mnie, ale i w dobro naszej placówki i dzieci, które w niej przebywają.
 
GK: Dlaczego pani uważa, że to manipulacja?
Ż.S.: Ponieważ w materiale jest mnóstwo krzywdzącej nieprawdy. Zacznę może jednak od początku, kiedy to zadzwonił do mnie redaktor stacji i powiedział, że został poinformowany listownie przez jedną z naszych podopiecznych, że uniemożliwiamy jej kontakt z matką. Poprosiłam o przesłanie listu, abym mogła zapoznać się szczegółowo z jego treścią i odnieść do zarzutów. Listu nie otrzymałam. W kolejnej rozmowie telefonicznej redaktor powiedział, że nie był to list, tylko rozmowa telefoniczna. SMS powiadomił mnie, że reportaż nie zostanie wyemitowany, bo jego bohaterka źle wypadła.
 
GK: Materiał jednak powstał.
Z.S.: Tak. Jednak pomimo przesłanego do redakcji stacji telewizyjnej oświadczenia, w którym odnieśliśmy się do pytań redaktora – nie zostało ono wykorzystane. W reportażu pojawia się natomiast informacja, że nie wypowiedzieliśmy się w sprawie. Pomimo że chciałam, aby ekipa telewizyjna weszła na teren placówki i nakręciła, jak wyglądają tutaj warunki, operator kamery nie chciał tego zrobić. W wyemitowanym reportażu mam zasłoniętą twarz, a moje nazwisko widnieje jako inicjał, pomimo że jestem osobą sprawującą publiczną funkcję i nie toczy się wobec mnie żadne postępowanie ani nie mam postawionych żadnych zarzutów.
 
GK: Komu miałoby zależeć, aby tak źle pani wypadła w tym materiale?
Z.S.: Jestem niemal pewna, że jest to efekt mojej decyzji personalnej dotyczącej jednej z pracownic, którą zatrudniałam w naszej placówce. Nie przedłużyłam z nią umowy. Usłyszałam wtedy, że będę żałować tej decyzji. Syn tej osoby to operator kamery, który był przy realizacji tego materiału. Oboje są spokrewnieni z jednym z kłobuckich radnych.
 
GK: Uważa pani, że w tym reportażu nie ma żadnych racji?
Ż.S.: Kieruję tą jednostką od kilkunastu lat. Jak wszędzie, i u nas bywają różne problemy, konflikty, bo tam, gdzie są dzieci – szczególnie tak pokaleczone przez życie – problemy będą zawsze. Staramy się je jednak zawsze rozwiązywać, uwzględniając dobro dziecka. O tym, że naszym podopiecznym jest tu dobrze, świadczą setki pozytywnych i broniących nas wpisów pod internetowymi publikacjami prasowymi. Wiem, że nic nie zastąpi tym dzieciom miłości rodziców, ale na ile potrafimy, staramy się robić wszystko, aby czuły się tu choć trochę jak w domu.
 
GK: Dlaczego więc dziewczynka, o której powstał reportaż, zwróciła się do telewizji o pomoc?
Ż.S.: Nie wiem, czy się zwróciła, czy została do tego namówiona. Trudno mi to określić. Nigdy nie zabranialiśmy dziecku kontaktu z mamą. Mama miała możliwość odwiedzania dziecka w placówce. Przez pierwszych 9 miesięcy zrobiła to tylko raz. Nasi pracownicy zawozili dziewczynkę do domu rodzinnego, by mogła spotkać się z mamą. Mama i dziecko miały możliwość kontaktu telefonicznego, za pośrednictwem komunikatorów oraz możliwość spotykania się. Przez pewien czas nie wyrażaliśmy zgody na wyjazdy dziecka do domu z możliwością nocowania, ale był ku temu uzasadniony powód. Gdy sprawę wyjaśniliśmy w sądzie – wyraziliśmy na to zgodę.
 
GK: Z reportażu telewizyjnego wynika, że pobiera pani pięć pensji, to prawda?
Ż.S.: Jako dyrektor Centrum Administracyjnego Obsługi Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych sprawuję nadzór nad 4 placówkami w powiecie oraz Dziennym Domem „Senior+”. Pobieram jedno stałe wynagrodzenie. Natomiast przepisy, które weszły w życie, spowodowały podział formalny naszych jednostek. Zakres obowiązków jest niezmienny i wynagrodzenie wciąż pobieram jedno.
 
GK: A co z horrendalnymi nadgodzinami, które pani wypłacono?
Ż.S.: W ciągu tych kilkunastu lat nigdy nie pobierałam nadgodzin. Sytuacja z lutego ubiegłego roku, którą wywołano w reportażu, dotyczyła pandemii COVID-19, kiedy to u kilku naszych wychowanków stwierdzono zakażenie wirusem i musieli oni zostać objęci izolacją. Musieliśmy dzieciom zapewnić całodobową opiekę. Ponieważ okazało się, że mój wynik na COVID-19 również jest pozytywny, żaden z pracowników nie wyraził zgody na pozostanie w placówce, a służby mundurowe, do których się zwróciliśmy o pomoc, nie miały wystarczających zasobów, podjęłam decyzję, że zostanę 10 dni w izolacji z zakażonymi dziećmi, dając im wsparcie, opiekę i poczucie bezpieczeństwa. Nie przyznałam sobie tych nadgodzin sama, tylko zgodnie z przepisami prawa zrobił to organ prowadzący. Czy to naprawdę coś, czego powinnam się wstydzić, jak podają autorzy reportażu?
 
GK: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magdalena Kurzak

Zobacz komentarze (1)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wywiad

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 34 317-33-23

Więcej w Wywiad

Zna Pan już swoich konkurentów? Nie znam, a plotkami się nie zajmuję

Magdalena Kurzak11 lutego 2024

Kłobuck nadal jest dla mnie najważniejszy

Magdalena Kurzak10 kwietnia 2023

Spalarnia przy Długosza – wojna polityczna czy realny problem?

Jarosław Jędrysiak25 kwietnia 2022

Co się stało z kłobuckimi inwestycjami?

Jarosław Jędrysiak28 września 2021

„W życiu wszystko dzieje się po coś”

Redakcja29 listopada 2020

„Podobno dorobił się pan na urzędzie”

Redakcja23 maja 2020