Rozmowa z Aleksandrą Banasiak, kandydatką na posła RP z listy wyborczej PSL
„Gazeta Kłobucka”: Dlaczego dopiero szóste miejsce na liście?
Aleksandra Banasiak: W PSL-u układanie listy odbywa się według wielkości powiatów. Kandydaci i ich osiągnięcia to rzecz drugorzędna. Każdy powiat wystawia najlepszych.
GK: Ale pani kolega dostał „dwójkę” z powiatu kłobuckiego. (uśmiech)
A.B.: Cóż mam powiedzieć. Nie jestem osobą konfliktową, a pewnie w ostateczności i tak udowodniono by mi, że starosta, którym jest obecnie pan Kiepura, i tak jest na stanowisku o wyżej randze. Zresztą funkcja ta rzeczywiście daje większe możliwości w kontaktach z wyborcami.
GK: Ale pani również piastuje wysokie stanowisko. Obecnie jest pani wiceprezesem Funduszu Górnośląskiego SA. To chyba jedna z najpotężniejszych instytucji gospodarczych w wojewódzkie śląskim.
A.B.: Tak, to dla mnie nowe doświadczenie w mojej karierze, po edukacji i samorządzie.
GK: Myśli pani, że miejsce na liście ma znaczenie?
A.B.: W przypadku PSL-u tak, bo jak pokazuje historia, trochę nie mamy szczęścia w wyborach parlamentarnych. Zawsze bardzo mocno walczymy, a potem zabraknie kilkuset głosów, tak jak to było ostatnio w przypadku pana Władysława Serafina. Byliśmy niemal pewni mandatu, ponieważ lista była bardzo mocna, a my naprawdę mocno pracowaliśmy. Okazało się, że zabrakło niewiele.
GK: A tym razem się uda?
A.B.: Mam taką nadzieję. W przypadku ostatnich wyborów samorządowych byliśmy bardzo sceptycznie nastawieni. W trakcie kampanii okazało się, że atmosfera wokół PSL jest bardzo dobra i to nam dodało wiary. Oczywiście pewnie pomogło pierwsze miejsce w tzw. książeczce, ale chciałam zdementować opinię, że wyborcy do końca byli nieświadomi i bezwiednie stawiali krzyżyk na pierwszej stronie. Bardzo mocno pracowaliśmy nad tym, aby wyborcy mieli świadomość, że swój głos oddają na wójta, na radnego gminnego i na radnego sejmiku.
GK: Myślałam, że długo pracowaliście nad tym, aby być na pierwszej stronie książeczki. (uśmiech)
A.B.: Na to niestety nie mieliśmy wpływu, wbrew tezom innych. (śmiech)
GK: Ciekawe, czy PiS, które w tych wyborach ma „jedynkę”, również powie, że wybory sfałszowano.
A.B.: Pewnie usłyszymy, że to nie miało żadnego znaczenia, ponieważ byli dopiero na trzeciej stronie – przed instrukcją i spisem treści. (uśmiech)
GK: A dlaczego warto zagłosować na PSL w tych wyborach?
A.B.: Jestem przedstawicielem tradycyjnych ludowców. Można nam wiele zarzucać, ale od wielu pokoleń staramy się skupiać wokół siebie społeczność. Ruch ludowy, który powstał 120 lat temu, właśnie temu miał służyć. Efektem są kółka rolnicze, straże pożarne, koła gospodyń wiejskich. Wszyscy ci ludzie wiedzieli, że nikt nam nie pomoże, jeśli nie pomożemy sobie sami. Również edukacja była i jest dla ludowców bardzo ważnym elementem. Stąd powstawanie szkół wiejskich, które dawały dobry zawód młodym ludziom.
GK: Myśli pani, że z tamtych szczytnych idei jeszcze coś zostało?
A.B.: Jak podkreśla prezes Pawlak: „Stajemy się tradycyjnie nowocześni”, czyli staramy się nadążać za zmianami i rozwijamy się. Oczywiście, że jeśli się sprawuje władzę przez wiele lat, to popełnia się błędy. Ale tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Zarzuca się nam, że „ciągle garniemy się do koryta”. Myślę, że to wynika z tego, iż jesteśmy ludźmi aktywnymi i nie potrafimy budować swojego rozwoju na krytyce i negowaniu innych. No bo proszę mi powiedzieć, czy można zrobić coś dobrego dla społeczności, jeśli się nie jest w koalicji rządzącej, tylko w opozycji? Dlatego staramy się dogadywać z tymi, którzy coś robią, i w ten sposób mieć wpływ na dobre zmiany.
GK: PiS bardzo często krytykuje was za niedbanie o sprawy rolników i małą aktywność na rzecz polskiego rolnictwa.
A.B.: Odnoszę wrażenie, że to celowe działanie. Bo jak można podważać wysokość dopłat bezpośrednich dla rolników, która w 2008 r. wyniosła 37 mld zł, a w 2015 r. wzrosła do kwoty 55 mld zł? Bezpośrednio do rolników trafiły pieniądze na zakup prawie 280 tysięcy maszyn i urządzeń rolniczych. Zmodernizowano i wyposażono prawie cztery tysiące świetlic wiejskich i domów kultury. Wdrożyliśmy wiele programów dożywiania dzieci w szkołach: „Mleko w szkole”, „Owoce i warzywa w szkole”, z których łącznie skorzystało blisko 4 mln dzieci. Wymieniać można by jeszcze wiele.
GK: Krytyka konkurentów to dobra strategia wyborcza?
A.B.: Nie chciałabym swojej kampanii opierać na krytyce konkurencji, choć sami często jesteśmy mocno krytykowani. Dlatego chcę przytoczyć pewien przykład. Kiedy w 2008 r. PiS po nieudanej koalicji ogłosiło przedterminowe wybory, bo było przekonane, że będzie rządzić samodzielnie, to, co zastaliśmy, naprawdę pozostawiało wiele do życzenia. Mnóstwo rozgrzebanych projektów ustaw, które nie zostały nawet rozpoczęte, a były wymogiem dla Unii Europejskiej w przyznaniu środków dla naszego kraju. Pracując wówczas w ministerstwie rolnictwa, zapytałam ministra Sawickiego, dlaczego tego nie nagłośnimy, przecież to jest totalny bałagan. W odpowiedzi usłyszałam, że nie jest ważne, aby robić wokół tego rozgłos, tylko trzeba zakasać rękawy i szybko nadrobić te zaległości tak, aby Unia Europejska nie wykorzystała tego przeciwko nam.
GK: Jak pani myśli, dlaczego tych projektów nie było?
A.B.: Ponieważ PiS zajmowało się czym innym, a nie istotnymi sprawami, które mogły mieć realny wpływ na jakość życia polskiego rolnika. PSL nie grzmiał wtedy w mediach: „Zobaczcie, jak pracował PiS”, tylko wziął się do roboty, żeby uporządkować jak najszybciej ważne dla Polski sprawy. Proszę zobaczyć, co dzieje się teraz z Bronisławem Komorowskim i jego rzekomymi kradzieżami z Pałacu Prezydenckiego. To również niepotrzebny szum medialny, bo przecież informacje te nie są prawdziwe.
GK: Uważa pani, że PSL nie wypalił się po tylu latach?
A.B.: Absolutnie nie! Uważam, że do sejmu powinni startować ludzie, którzy mają doświadczenie, wiedzę, ale i wizję. I ludowcy te wszystkie cechy mają. Może jesteśmy mniej medialni, może nie mamy tylu PR-owców co ugrupowania rządzące, ale mogę zapewnić, że jesteśmy pracowici i mamy wizję.
GK: À propos wykształcenia. Skończyła pani kolejne studia – tym razem zarządzanie spółkami skarbu państwa na warszawskim SGH.
A.B.: Nie lubię się chwalić swoim wykształceniem, bo uważam, że to kwestia indywidualna każdego człowieka. Rzeczywiście tak już mam, że lubię być dobrze przygotowana, zanim rozpocznę jakiś nowy projekt, dlatego wciąż uzupełniam swoje wykształcenie. (uśmiech)
GK: No właśnie. Obecnie pracuje pani w sektorze związanym z małą i średnią przedsiębiorczością. To duża zmiana po stanowisku członka zarządu województwa śląskiego.
A.B.: Tak. I muszę przyznać, że choć mało się o tym mówi, to właśnie PSL również bardzo mocno zabiegał o rozwój przedsiębiorczości. Ostatnio odwiedziłam kilka takich firm w powiecie kłobuckim i widzę, jak świetnie się rozwijają. Nowe hale produkcyjne, maszyny. Po rozmowie z właścicielami usłyszałam, że udało się rozbudować i unowocześnić zakład właśnie dzięki środkom z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich.
GK: Ale sondaże nie są dla was łaskawe. Wygląda na to, że nie przekroczycie nawet progu wyborczego.
A.B.: Bardzo nad tym ubolewam i zastanawiam się, dlaczego partia tak mocno zakorzeniona w tradycji, w której nie brakuje ludzi świetnie wykształconych, z ogromnym doświadczeniem, dorobkiem i pomysłami, ma tak niskie poparcie i wciąż dokleja nam się taką „łatkę”. Z przykrością muszę przyznać, że w dzisiejszych czasach to chyba jednak marketing, który my nie do końca lubimy, bierze górę.
GK: Załóżmy, że zasiada pani w sejmowych ławach. Co zyska nasz region? Tylko proszę nie mówić, że przywróci pani województwo częstochowskie.
A.B.: Nie. Uważam, że mieszanie w podziale samorządów powinno już zostać zamknięte raz na zawsze. Samorządy się sprawdziły.
GK: A powiat?
A.B.: PSL mówił, że nie.
GK: A teraz, kiedy wam tak dobrze poszło w wyborach samorządowych, to już zmieniliście zdanie. (uśmiech)
A.B.: Nie do końca. Ludowcy byli przeciwni powiatom podczas reformy. Jesteśmy ugrupowaniem, które dyskutuje na etapie, kiedy można coś realnie zmienić. Natomiast kiedy zmiany już nastąpiły, staramy się do nich dostosować i jak najlepiej je wykorzystać. Powiat jest organem, który koordynuje współpracę z gminami. To bardzo ważne na etapie budowy dróg, sieci komunikacyjnych oraz inwestycji, które można było zrealizować ponadkonkursowo.
GK: No dobrze, a na co z pani strony mogą liczyć mieszkańcy?
A.B.: Jestem osobą zadaniową, więc na pewno rozpoczęłabym pracę od analizy potrzeb. Dobre wykształcenie, praca i komfort życia – to dzisiaj dla każdego z nas najważniejsze rzeczy. Co składa się na nasz komfort życia? Szybka sieć internetowa, dostępność przedszkoli i żłóbków, które pozwalają rozwijać się zawodowo młodym ludziom, dobra komunikacja, a co za tym idzie, sieć autostrad i dróg lokalnych, sprawne połączenia kolejowe. PSL jest tym ugrupowaniem, które bardzo mocno zabiegało o wydłużenie urlopu macierzyńskiego oraz o to, aby studentki, kobiety bezrobotne i rolniczki też otrzymywały tysiąc złotych miesięcznie. Wiemy, że polityka prorodzinna jest bardzo ważna w dzisiejszych czasach. Nie jest sztuką obiecać wiele. Trzeba najpierw mądrze zdiagnozować potrzeby danej społeczności i dopiero po tym przystąpić do działania. Uważam też, że poseł, oprócz swojej najbliższej społeczności, powinien myśleć o rozwiązaniach systemowych, które poprawiłyby jakość życia nas wszystkich. Uważam, że należy znaleźć takie rozwiązania, aby prawo było czytelne i jednoznaczne dla wszystkich, tak abyśmy nie musieli szukać interpretacji prawnych, które nie zawsze są jednoznaczne.
GK: Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Magdalena Kisiel


Facebook
YouTube
RSS