Wywiad

Lubię kiedy zadanie jest wykonane

Joanna Maruszczyk - nowa dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kłobucku.
Lubię kiedy zadanie jest wykonane

„Obniży pani wynagrodzenia lekarzom?”
„Niestety, nie”


Z Joanną Maruszczyk, nową dyrektorką Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kłobucku rozmawiamy o jej wymagającym charakterze, zarobkach lekarzy i pielęgniarek w kłobuckiej służbie zdrowia oraz burzliwych okolicznościach odejścia jej poprzedniego szefa – Mariana Nowaka


Mówi, że zdrowie jest jedno i nie ma kolorów politycznych. 40 letnia ekonomistka z kilkunastoletnim doświadczeniem w służbie zdrowia. Jak typowa kobieta zmiany w kłobuckiej służbie zdrowia rozpoczęła od…porządków. Przeprowadziła już kilka remontów, bo jak mówi zarówno pacjenci jak i pracownicy muszą mieć godne warunki w dzisiejszych czasach. Swój gabinet zostawiła sobie na sam koniec. Odkąd kieruje ZOZ, obowiązuje w nim całkowity zakaz palenia. Śmieje się, że za palenie będzie zwalniać. Z Joanną Maruszczyk, nową dyrektorką Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kłobucku, rozmawiamy o jej wymagającym charakterze, zarobkach lekarzy i pielęgniarek w kłobuckiej służbie zdrowie oraz o kulisach burzliwego odejścia jej poprzedniego szefa – Mariana Nowaka. O tym jak chce zmieniać naszą służbę zdrowia i czego wymaga od swoich pracowników oraz czy zwolni swojego zastępcę tak, jak zamierzał to zrobić zarząd powiatu – przeczytaciew dzisiejszym numerze naszego tygodnika.

„Gazeta Kłobucka”: Wydaje się pani osobą ugodową. Nie boi się pani, że będzie sterowana przez PSL, który ma większość w radzie powiatu?
Joanna Maruszczyk: Myślę, że zarząd powiatu zdążył się już przekonać, że chyba nie jestem taka ugodowa jak może to z pozoru wyglądać. (uśmiech)

G.K: Czyli swoje zdanie pani ma i potrafi go bronić.
J.M: Współpraca jak dotąd układa nam się dobrze i mogę liczyć na duże wsparcie zarządu. Nie zajmuję się polityką, tylko skupiam na pracy. Nigdy wcześniej nie miałam kontaktu ani z władzami powiatu, ani miasta. Poznawać zaczęliśmy się dopiero, kiedy powierzono mi pełnienie obowiązków dyrektora ZOZ. Szczerze mówiąc przez te wszystkie lata, znałam tu bardzo mało osób.

G.K: Nie mieszka pani w Kłobucku.
J.M: Nie. Jestem mieszkanką powiatu częstochowskiego.

G.K: Być może to i lepiej, łatwiej złapać dystans do pewnych spraw. Objęła pani funkcje w bardzo trudnym dla służby zdrowia czasie.
J.M: Dokładnie tak. Rząd jest w trakcie wprowadzania sporych zmian w dotychczasowej ustawie. Przez pewien czas wisiało nad nami widmo tego, że nie wejdziemy do sieci szpitali, spadły na nas również zmiany w POZ. Początkowo bałam się, że mogę nie podołać. Okazało się jednak, że zupełnie niepotrzebnie, bo zarówno zarząd, jak i wszystkie ugrupowania polityczne zadeklarowały pomoc i wsparcie. Sprawdza się więc powiedzenie, że zdrowie jest jedno i nie ma kolorów. (uśmiech)

G.K: Przychodziła pani na to stanowisko w atmosferze burzy wokół swojej ówczesnej dyrekcji. Nie czuła się pani trochę dyskomfortowo?
J.M: Tak. Kiedy całe to zamieszanie miało miejsce, jako pracownik służby zdrowia byłam po drugiej stronie tego konfliktu. Zresztą nigdy nie ukrywałam, że zawsze miałam bardzo dobre relacje z dyrektorem Marianem Nowakiem i zarząd powołując mnie na to stanowisko znał moje zdanie. Naturalnym więc jest, że jeśli przez tyle lat pracowaliśmy z dyrektorem Nowakiem w jednym zespole, to będę kontynuować rzeczy które rozpoczęliśmy, bo to były nasze wspólne cele i wizje dla tej placówki. Byłoby więc teraz nieuczciwie z mojej strony jeśli stanęłabym przed zarządem i personelem i powiedziała: „Teraz to robimy wszystko inaczej”. Nie na wszystkie pomysły dyrektor się jednak zgadzał, więc być może teraz uda mi się je zrealizować. (uśmiech)

G.K: Co pani zamierza zrobić z audytem, który został przeprowadzony w ZOZ?
J.M: Tak się akurat składa, że brałam udział w pracach przy tym audycie, więc jego wynik mnie nie zaskoczył. O pewnych rzeczach wiedzieliśmy, nie da się jednak wszystkiego tak szybko wyprowadzić, ponieważ na to składa się wiele czynników.

G.K: I wieloletnich zaniedbań.
J.M: Zgadza się. Pewnych decyzji podjętych lata temu, które dziś ciężko odwrócić. Jeśli kiedyś zdecydowano się na sprywatyzowanie specjalistki, to trudno teraz zabierać to komuś kto to prowadzi, poświęcił czas, zainwestował pieniądze. Podobnie jest z dodatkowymi oddziałami szpitalnymi. Od 6 lat konkursy nie są ogłaszane. A jeśli taki konkurs zostanie ogłoszony, to trzeba mieć super wyposażenie, sprzęt i wiele dodatkowych atutów, aby się przebić.

G.K: A my takich nie mamy.
J.M: Niestety nie. Możemy się jednak pochwalić dobrze rozwiniętą endoskopią i tutaj jesteśmy w stanie konkurować z innymi placówkami. Czekamy na konkurs.

G.K: Spore były oczekiwania ze strony zarządu wobec środowiska lekarskiego w ZOZ. Obniży pani wynagrodzenia lekarzom?
J.M: Niestety, nie. Lekarze i tak uważają, że zarabiają za mało. Pieniądze nie są już w dzisiejszych czasach argumentem nadrzędnym dla tego środowiska. Jeśli próbuję namówić lekarza z Częstochowy, aby przyjechał do pracy w Krzepicach i on policzy sobie czas dojazdu, który musi poświęcić na przejechanie tych kilkudziesięciu kilometrów – to odmawia. 6-7 lat temu, lekarze zarabiali na tyle mało, że brali kilka etatów. Dziś, te czasy się skończyły. Zarabiają na tyle dużo, że zmieniły się im priorytety, chcą więcej odpoczywać, mieć czas dla siebie.

G.K: Jest pani lekarzem?
J.M: Nie, ekonomistą. (uśmiech)
Ale mam bardzo duże doświadczenie w branży medycznej. Przez ostatnie 15 lat pracowałam z lekarzami, uczyłam się od nich.

G.K: Zwolni pani wicedyrektor Łacną?
J.M: Powiem tak. Zdaję sobie sprawę, że w tych wszystkich sytuacjach, które miały miejsce chodziło o dyrektor Łacną.

G.K: Powszechnie wiadomo jest, że jeśli zarząd nie mógł zwolnić wicedyrektorki Łacnej, to zmienił dyrektora i ten miał to zrobić.
J.M: To w takim razie powinien zmienić dyrektora na kogoś innego niż ja. Zarząd znał moje zdanie na ten temat. Nie wiem jaka będzie moja decyzja w przyszłości, jak nam się ułoży współpraca z panią Łacną. Będąc dyrektorem tak dużej placówki, pełnię jednak również funkcję reprezentacyjną, często wyjeżdżam i wówczas ktoś mnie musi zastąpić. Nikt nie może zarzucić dyrektor Łacnej tego, że przez te kilkanaście lat nie poznała tej jednostki i nie ma doświadczenia. Ustaliłyśmy nowe zasady, dyrektor Łacna je zaakceptowała, czas pokaże.

G.K: Kończy się rozbudowa izby przyjęć, która podyktowana była przepisami. Jakie plany inwestycyjne czekają jeszcze kłobucki ZOZ?
J.M: W Krzepicach mamy już wszystko przygotowane pod oddział geriatryczny, chcemy wystartować w konkursie. Czy nam się uda? Czas pokaże, musimy poczekać na rozstrzygnięcie. Priorytetową dla mnie sprawą jest również uruchomienie ośrodka opiekuńczo – leczniczego, ponieważ mamy problem z pacjentami przewlekle chorymi z którymi niejednokrotnie nie ma co zrobić i pozostają na oddziale wewnętrznym blokując łóżka. Do tego potrzebujemy jednak lokali. Wszystko zależy co się okaże po 30 czerwca. Nie wiemy jakie będą kontrakty i ile środków otrzymamy. Proszę pamiętać, że w zespole pracuje 400 osób, co również muszę uwzględniać w swoich planach.

G.K: A propos ludzi. Przeprowadziła pani jakieś zmiany kadrowe?
J.M: Zatrudnienie się zmniejsza.

G.K: Na skutek zwolnień?
J.M: Nie, póki co nikogo jeszcze nie zwolniłam. Po prostu nie zatrudniam na miejsce osób, które odchodzą np. na emeryturę i rozdzielam ich obowiązki pomiędzy pozostałych pracowników.

G.K: Wie pani, że kłobucki oddział dziecięcy ma złą opinię.
J.M: Chciałabym żeby miał lepszą. Myślę, że obecny ordynator Malina też będzie się starał, aby tak się stało.

G.K: Za to pochlebne słowa słychać o oddziale wewnętrznym.
J.M: Chciałabym jeszcze wypromować lepiej oddział w Krzepicach, bo różne zdania na jego temat słychać, a mamy tam bardzo dobrego kierownika. Mam nadzieję, że również w Krzepicach uda się niedługo wprowadzić badanie kolonoskopii w znieczuleniu dla pacjentów szpitalnych. Wszystko jest na dobrej drodze.

G.K: Jest pani zadowolona z działalności pracowni rentgenowskiej, która jak wiemy również została sprywatyzowana?
J.M: Nie chciałabym się wypowiadać na ten temat. Chcę się spotkać z jej właścicielem i złożyć mu pewną propozycję. Wiem, że ceny za rentgen są zawyżone, ale to jest umowa na kilka lat i nawet gdyby właściciel teraz zgodził się na ich obniżenie, to jest powód do jej rozwiązania. Myślę jednak, że mam rozwiązania tej sytuacji.

G.K: A pielęgniarki pani zdaniem dobrze zarabiają w kłobuckim ZOZ?
J.M: Chciałabym aby zarabiały więcej. Natomiast jeśli porównać inne jednostki, to na pewno nie jest to miejsce gdzie pielęgniarki zarabiają mniej niż gdzie indziej.

G.K: Tyle, że dysproporcje zarobkowe pomiędzy kłobuckim pielęgniarkami a lekarzami to przepaść.
J.M: Trudno mi tu porównywać naszych lekarzy do innych, bo wszystko zależy od tego czym ktoś się zajmuje, który ma stopień specjalizacji. W ZOZ nie da się stosować systemu uznaniowego wynagradzania nawet, jeśli ktoś pracuje lepiej od innego, bo wynagrodzenia regulują ściśle przepisy. Wynagrodzenia negocjowane są przez związki i obowiązują wszystkich w równym stopniu.

G.K: Wiem, że bardzo dużo czasu spędza pani w pracy. Przychodzi do niej wcześnie rano, wychodzi nawet o 19. Cierpi życie rodzinne?
J.M: Zawsze cierpiało.(uśmiech) Po tylu latach rodzina już się przyzwyczaiła. Jest to jednak zaskoczenie dla moich pracowników, którzy przyzwyczajeni byli kończyć pracę równo o godz. 15. Współpracując ze mną, przekonali się, że tak nie ma. Jeśli jest zadanie do wykonania, to trzeba go skończyć bez względu na godzinę.

G.K: Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Magdalena Kurzak

Zobacz komentarze (1)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wywiad

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 514 786 400

Więcej w Wywiad

Zna Pan już swoich konkurentów? Nie znam, a plotkami się nie zajmuję

Magdalena Kurzak11 lutego 2024

Kłobuck nadal jest dla mnie najważniejszy

Magdalena Kurzak10 kwietnia 2023

„Mam poczucie ogromnej krzywdy”

Magdalena Kurzak15 czerwca 2022

Spalarnia przy Długosza – wojna polityczna czy realny problem?

Jarosław Jędrysiak25 kwietnia 2022

Co się stało z kłobuckimi inwestycjami?

Jarosław Jędrysiak28 września 2021

„W życiu wszystko dzieje się po coś”

Redakcja29 listopada 2020