
Sierpniową satyrę zaczynamy od Krzepic. W mieście kojarzonym z burmistrzem kojarzonym z PSL nic się w sprawie żłobka nie zmienia. Burmistrz mówi, że jak żłobek będzie, to znaczy, że tak mówi. Na koniec miesiąca planowana jest pikieta pod magistratem w tej jakże ważnej dla rodziców sprawie. Głos w temacie żłobka zabrał nawet ostatnio sam prezes Kaczyński, który twierdzi, że to celowe działania burmistrza Kotyni, aby program „500 +” maksymalnie ukrócić na terenie gminy, po to, aby PiS nie odniósł w Krzepicach sukcesu. Burmistrz argumentuje to tym, że i jemu się nie przelewa po tym, jak mu radni obcięli wynagrodzenie – to i rodzice nie muszą 500 + dostawać. Kiedy do władz miasta dotarła informacja o tym, że prezes PiS zabrał w ich sprawie głos, to niemal natychmiast w witrynie internetowej zawisło oświadczenie pana Kotyni. Jak zwykle publikujemy je w całości: „W sprawie żłobka. Nie jest naszym celem ograniczenie komukolwiek świadczeń za to, że pofatygował się i urodził dziecko. W tej sprawie stanowisko magistratu jest ogólnie znane i od zawsze mówiliśmy to, co ludzie chcieli usłyszeć, ale nie zawsze to, co byliśmy w stanie zapewnić. Nie jest naszym celem samym w sobie to, aby żłobek nie powstał, ale celem jest to, aby powstał wtedy, kiedy będzie niezbędny. Obecnie jesteśmy na etapie badań, czy jest niezbędny”.

Tematem przewodnim w zeszłym tygodniu było to, że lekarze nie chcą pracować na wsi. Chodzi o to, że wolą pracować w mieście. Tych, którzy chcą pracować w mieście, jest dużo więcej niż tych, którzy nie chcą pracować na wsi. Niby w tym nic dziwnego, bo w mieście jest więcej możliwości rozwoju i zarobkowania, a na wsi to przecież nie chcą tak dobrze płacić, bo jakby mniej ludzi do obsłużenia. Zapytaliśmy przedstawiciela lekarzy o to, dlaczego tak jest, jak jest. Otrzymaliśmy maila z odpowiedzią: „W związku z publikacją artykułu w waszej gazecie z datą 28 lipca oświadczamy, że praca na wsi jest bardziej wyczerpująca od pracy w mieście, dlatego chcemy pracować w mieście. Statystycznie więcej ludzi odwiedza nas w gabinetach miejskich niż wiejskich i dlatego to jest bardziej dla nas opłacalne, a przecież ze statystykami trudno jest polemizować. Możemy pracować na wsi, ale tylko po godzinach pracy w mieście”. Nie jest łatwo być lekarzem.

W sprawie kwietników nic nowego. Rośliny zapylone, to i rosną jak zapylone, znaczy jak szalone. Wkrótce gmina ma otrzymać rządowe wsparcie „Kwietniki +” i obsadzić nimi wszystkie lampy przy Wieluńskiej i Częstochowskiej. Jedynym warunkiem, aby otrzymać dofinansowanie, jest to, aby gmina zapewniła odpowiednią ilość pszczół do zapylenia. Magistrat uspokaja, twierdząc, że nowa dostawa pszczół afrykańskich już leci i doleci w połowie przyszłego roku, w sezonie mocnego zapylenia, razem z bocianem białym. No i fajnie.

Wracamy raz jeszcze do Krzepic, a konkretnie na zamek, którego szukają w ziemi archeolodzy. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie z oficjalnego źródła, burmistrz nie jest zainteresowany wsparciem wykopalisk. I nie chodzi o to, że władza nie lubi archeologów, ale o to, że burmistrz boi się przodków. Konkretnie to tego się boi, że ktoś odnajdzie kogoś i okaże się, że Krzepicami powinien rządzić ten ktoś, bo ma królewskie korzenie. Pan Kotynia dowiedział się, że my już wiemy, i zanim zadaliśmy pytanie, przesłał do nas maila: „To prawda, że nie wspieramy tego jakże ryzykownego przedsięwzięcia, ale nie dlatego, że nie ma z naszej strony takiej woli, bo wola jest i zawsze była i pewnie tak pozostanie. Wiadomym jest nie od dziś, że wola jest najważniejsza, dlatego pracujemy z naszymi urzędnikami nad tym, aby nie tylko na tym sprawa się zakończyła”. Jak nic burmistrz chce pomóc!

W Pankach bez zmian. Opozycja pozaparlamentarna nadal nie potrafi zaufać wójtowi w kwestii nieznajomości Antoniny. Sama Antonina nie udziela już wywiadów, twierdząc, że odkąd zerwała stosunki z wójtem, nie jest już osobą publiczną. Amerykanie są w toku wyjaśniania, kim jest nieznajoma-znajoma wójta i podobno są już na tropie. Sprawę do przodu pchnął sam prezydent Donald Trump. Podobno i jego kiedyś Rosjanie chcieli wkręcić w kampanii w różne damsko-męskie stosunki i ma teraz uraz, stąd chce pomóc wójtowi – Polakowi. Na początku września w Białym Domu ma dojść do spotkania prezydenta z wójtem Praskim i właścicielem Facebooka. Informacja ukazała się na stronie oficjalnej pałacu prezydenckiego. Amerykanie chcą zaangażować się w pełni w odnalezienie rodziny Johnsonów. Obecnie analizują nagrania, które wkrótce trafią na YouTube’a. Cel jest taki, aby odszukać osobę, która widoczna jest na nagraniu, a która, jak twierdzi wójt Praski, nie jest nim, tylko kimś innym.

We Wręczycy też bez zmian. Jeśli ktoś myśli, że wójt już siedzi, to go rozczarujemy, bo siedzi, ale w swoi m gabinecie. Ostatnio otrzymaliśmy informację, że z wójtem nadal walczy prokurator, który chce udowodnić, że wiedział on o tym, że przetargi w gminie to wygrywali tylko ci, co się z nim nie znali, ale on ich dobrze znał. Wójt nie przyznaje się do winy już od kilku lat i twierdzi, że nikt go za jego rękę nie złapał, a nawet jak jego ręka wyglądała jak jego, to nie była jego. Najciekawsze jednak są zeznania w tej sprawie właściciela firmy, która przetargi wygrywała. Prokurator początkowo nie chciał nam udostępnić zeznań, ale poprosiliśmy go dwa razy i w końcu za trzecim nam udostępnił. Jako że sprawa jest społecznie ważna, to udostępniamy je czytelnikom: „Znam wójta tylko z widzenia, ale nie tego więziennego, tylko na przykład z festynu czy z korytarza na piętrze wręczyckiego urzędu. Nigdy nic nie ustawiałem z wójtem. Znaczy, może to i tak wygląda, że ustawiałem, bo przecież wygrywałem, ale wygrywałem dlatego, że nie ustawiałem, a nie że ustawiałem. W ogóle we Wręczycy ciężko jest coś ustawić, bo każdy myśli, że jak zna wójta, to coś można ustawić, a przecież wszyscy znamy wójta i nawet „cześć” sobie u nas we Wręczycy wszyscy mówimy, więc co by było, gdyby tak wszyscy chcieli się z nim ustawić?” Nas przekonało.
Oprac. Michał Ziębicki w zastępstwie wakacyjnym Konrada Ziębickiego
Z naszej cotygodniowej kroniki jeszcze nie kryminalnej. Doszły do nas słuchy, że w Zespole Obsługi Zdrowych przez Chorych w poniedziałek odbyła się narada, co zrobić, aby wreszcie w szpitalach było mniej chorych, a więcej zdrowych. Padła nawet podpowiedź dra Maliny, aby przyjmować do szpitala zdrowych, tylko wmawiać im, że są chorzy. Wtedy podobno krócej w szpitalu poleżą i mniejsze koszty będą, a co za tym idzie, więcej zostanie dla szpitala i dla lekarzy.
U naszej przewodniczącej Danusi sytuacja polityczna się uspokoiła. Od kilku tygodni zaczęła śledzić losy serialu „Na Wspólnej” i tak ją ta sytuacja zaabsorbowała, że już nie śledzi losów lokalnej polityki. Może jeszcze wrócimy do tematu, jak się sezon zakończy.



Facebook
YouTube
RSS